Archiwa tagu: Fantasy

50. spotkanie Klubu Miłośników Fantastyki „Sagitta”

Zapraszamy na pięćdziesiąte (!) spotkanie Klubu Miłośników Fantastyki „Sagitta”, które odbędzie się w piątek, 20 października 2017 r. o godz. 17.30 w Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu.

zapp

Na pięćdziesiątym spotkaniu porozmawiamy o sagach i cyklach fantasy. Od najbardziej znanych po zapomniane i niedoceniane. Klasyką w nowoczesność tradycji!

Meekhan Wegnera

Dawno, dawno temu w krainie fantastyki buszowały stwory mnogości z karłami przesytu. Obok nich krążyły czarodziejki-czytadła i wróże (nie, nie Macieje) kopiści. Rozumiecie zatem, że ciężko w takich warunkach znaleźć coś, co rzuca na kolana, miażdży, wstrząsa, miesza i w ogóle powoduje szokujące doznania na pograniczu szczęścia, jedzenia słodyczy, orgazmu itd.

Sceptycznie będąc nastawiony do wszelkich polecanek, nie spodziewałem się specjalnych delicji ale…parę lat temu sięgnąłem (z polecenia i 90% takich polecanek źle się kończy, książki okazują się być dość denne). Sięgnąłem, zaskoczony krainą i językiem i…zaczekałem. Długo bo jakoś w międzyczasie nie mogłem dorwać kolejnych tomów. Aż stał się cud i nastała światłość. Przeczytałem w jednym rzucie wszystkie cztery.

Czytaj dalej

Świeżo obejrzane – Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie

rogue-one-a-star-wars-story-logo

Jest grudzień – są Star Warsy! Tak to przez najbliższe kilka lat będzie wyglądać. W sumie nie mam nic przeciwko, byle serwowane przez Disneya produkcje trzymały poziom. W tym roku pod choinkę podrzucono nam historię ukazaną z nieco innej perspektywy i z nowymi bohaterami, spróbowano też ukazać nieco mroczniejsze oblicze tego uniwersum. To drugie na pewno się udało, jednak wychodziłem z seansu nieco zawiedziony. Owszem, jest to dobry film, oferujący uczciwą i niezbyt wymagającą rozrywkę, ale w mojej ocenie jednak „Przebudzenie mocy” robiło większe wrażenie, a naszemu „Łobuzowi” zabrakło jednak paru ważnych rzeczy. Czytaj dalej

32. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Gra o tron. Za i przeciw. Zgodnie z przyjętą formułą spotkaliśmy się aby pogawędzić przy kawie, herbacie, przekąskach o jednym z ciekawszych seriali ostatnich lat (lub co najmniej nagłośnionym). O książkach też – dopisałem (edit). Co ciekawe, wiele tez „za” mogło być spokojnie „przeciw”, w zależności od przyjętego punktu widzenia.

dsc_0607

dsc_0611 dsc_0616

Co ustaliliśmy w trakcie dyskusji rozpoczynając od ogólnego wprowadzenia do uniwersum, mapy i podstawowej kwestii: kto czytał, kto oglądał? Ano, że mocną stroną GoT są wątki poboczne, ukryte historie, tajemnice, drobiazgi historyczne oraz narracja z perspektywy postaci (wiedza podobnie).

Czytaj dalej

XVIII spotkanie KMF Sagitta – relacja

12644803_1731513303726746_5267167714773976355_n

– Aha! – blondynka otaksowała go wzrokiem. – Geralt. Wiedźmin, na punkcie którego oszalała Yennefer? Obserwowałam cię i zachodziłam w głowę, kim też możesz być. Strasznie mnie to męczyło!
– Znam ten rodzaj męki – odrzekł, uśmiechając się grzecznie. – Właśnie w tej chwili jej doznaję.
– Przepraszam za gafę. Jestem Keira Metz. O, kawior!
– Uważaj, to iluzja.
– Do diabła, masz rację! – czarodziejka puściła łyżkę, jakby był to ogon czarnego skorpiona. – Kto był tak bezczelny… Ty? Umiesz tworzyć iluzje czwartego stopnia? Ty?
– Ja – zełgał, nie przestając się uśmiechać. – Jestem mistrzem magii, udaję wiedźmina, by zachować incognito. Czy sądzisz, że Yennefer interesowałaby się zwykłym wiedźminem?

Andrzej Sapkowski „Czas Pogardy”

Saga o Wiedźminie to niemal lektura obowiązkowa każdego fana fantastyki w Polsce, było więc kwestią czasu aż losy Geralta z Rivii staną się tematem jednego z naszych piątkowych spotkań. Czytaj dalej

XVIII spotkanie Klubu Miłośników Fantastyki „Sagitta”

Zapraszamy na osiemnaste spotkanie Klubu Miłośników Fantastyki „Sagitta”, które odbędzie się w piątek, 29 stycznia 2016 o godz. 17.30 w Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu.

sp

Na osiemnastym spotkaniu omówimy Miecz przeznaczenia, Ostatnie życzenie i komiks. Sapkowski czeka!

Nie gwarantujemy smoczej skórki na buty ale…z pewnością będzie wesoło 😀

smok2

XVII spotkanie KMF Sagitta – relacja oraz podsumowanie 2015 r.

Nasze pierwsze tegoroczne spotkanie poświęciliśmy na podsumowania – chcieliśmy ocenić, jaki był miniony rok w fantastyce oraz dla naszego Klubu. W trakcie dyskusji okazało się, że sprawy „naszego podwórka” wyraźnie dominowały i to właśnie działaniom „Sagitty”  poświęciliśmy najwięcej czasu.

k1

k2

k3

Zastanawialiśmy się, jakie tematy podjąć w tym roku, co chcemy osiągnąć oraz jak przyciągnąć kolejne osoby do naszego grona. Poruszona była też kwestia prowadzenia niniejszego bloga – i tu dość zgodnie uznaliśmy, że potrzebna jest  aktywność i zaangażowanie większej ilości osób (tak autorów, jak i czytelników) – postaramy się nad tym popracować w tym roku!

Krótko podsumowując naszą tegoroczną działalność:

– odbyło się 16 spotkań, a oprócz tego zorganizowaliśmy pokaz filmów studia Platige Image (ukłony dla Tomka!) oraz 3 spotkania z planszówkami – łącznie w bibliotece gościliśmy 20 razy.
– tematyka spotkań była bardzo różnorodna i jak na razie decydowaliśmy o niej spontanicznie. Zaczęliśmy od recenzowania i rozbierania na czynniki pierwsze krótkich opowiadań rodzimych i zagranicznych pisarzy, by później zmienić formułę i dyskutować o wybranych motywach w znanej nam twórczości. Rozmawialiśmy o podróżach w czasie i światach postapokaliptycznych. W ramach Dyskusyjnego Klubu Książki zrecenzowaliśmy wspólnie „Przenajświętszą Rzeczpospolitą” Jacka Piekary (o TU), a końcówka roku to już pełna dowolność tematyczna – zajęliśmy się komiksem, zwyczajami dziadowo-halloweenowymi, twórczością Andrzeja Pilipiuka, przedwojennymi pisarzami polskimi, Gwiezdnymi Wojnami oraz fenomenalną kreskówką „Rick and Morty” (yeah!). Jak widać rozpiętość tematyczna spora!
– niestrudzona Karolina wraz z Miejską Biblioteką Publiczną podjęła się zorganizowania prelekcji o fantastyce dla dzieciaków ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Sieradzu. Było niełatwo, bowiem z czytaniem ta grupa nie miała zbyt wiele doświadczeń. Niemniej udało się część z nich zaciekawić! Relacja TUTAJ.
– mieliśmy też oczywiście kilka wydarzeń „wyjazdowych”: graliśmy w planszówki na sieradzkim Rynku, w Pubie Improwizacja oraz u Tomka w AWA PERUN, byliśmy też oczywiście na I Sieradzkiej Nerdostradzie, a część naszej ekipy dotarła też na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi (wtajemniczeni wiedzą, że podróż nie była łatwa, hehe!).
– większość Sagittarian uczesniczyła też w spotkaniu z Jackiem Piekarą, które odbyło się w bibliotece. Najwięcej pytań do pisarza miał Paweł J., ale chyba było mu mało bo odpytał też później autora drogą mejlową – dla przypomnienia wywiad TUTAJ.

wspoln

wspoln2

k4

k5

kal

Jakie plany na ten rok? Ha! Nasza spontaniczna natura nie pozwoliła nam na dokładne ich sprecyzowanie, niemniej kilkanaście pomysłów jest. Na pewno regularne spotkania, prowadzenie bloga i dalsze zachęcanie do fantastyki. Chcielibyśmy też zorganizować spotkanie z rodzimym autorem – i tu padało już kilka konkretnych nazwisk, zobaczymy co da się zrobić!  Będziemy też kontynuować współpracę z Dyskusyjnym Klubem Książki, na pierwszy ogień – „Widma” Łukasza Orbitowskiego, już w lutym! Pojawił się też pomysł zorganizowania spotkania dla młodzieży pogimnazjalnej z którejś ze szkół w Sieradzu, na którym opowiemy co nieco o fantastyce oraz oczywiście o naszej działalności.

Korzystając z okazji – to chyba dobre miejsce i czas, aby podziękować Powiatowej Bibliotece Publicznej (i pracownikom, oczywiście panu informatykowi też – trzeba dobrze żyć z Adminem!) za gościnę i opiekę! Szczególne wyrazy wdzięczności należą się Eli Tumielewicz za wytrzymywanie z nami na każdym spotkaniu (hehe :P) oraz p. Zofii Olechnowicz za ciągłą opiekę merytoryczną i wsparcie organizacyjne. Mamy nadzieję, że współpraca w tym roku będzie się układać co najmniej tak samo dobrze!

Dziękujemy również Pawłowi za narysowanie naszego logo! Serrrrdeczne „merci” dla Ciebie, dobry człowieku!

A jaki był ten rok dla fantastyki? To juz temat-rzeka, a na spotkaniu padały naprawdę różnorodne opinie. Był to rok wielkich hollywoodzkich produkcji, triumfu Wiedźmina, ale też wielu ciekawych komiksów i planszówek. Czy było nowatorsko czy odtwórczo? Czemu science fiction jest ciągle popularniejsze od fantasy? Co się dzieje z horrorem? Jaka tematyka będzie „rządzić” w przyszłym roku?

Nieśmiało zachęcam do wyrażania swojego zdania na temat mijającego roku w komentarzach poniżej oraz na naszym fanpage‚u!

O wyższości niemożliwego nad nieprawdopodobnym…

…czyli słów kilka o hasłach żeby nie było nudno w nowym roku. Każdy kto chociaż zetknął się (nawet na sekundę) z sajensfikszynami po pewnym czasie zastanawia się, ale o co w tym wszystkim chodzi. Nauka i fikcja hm…po polsku, fantastyka naukowa. Idąc po najmniejszej linii oporu tudzież po linii najmniejszego oporu czy po prostu, na łatwiznę, stwierdzamy, że mamy fantastykę i już! Koniec i kropka. Sięgamy aż do początków ludzkości i problem z głowy. Niestety, po drodze zgubiliśmy naukowość chyba, że Epos o Gilgameszu potraktujemy jako podróż po dziwnych krainach z robotem pod pachą 😉 Przekładając na nasze poszukiwanie tajemnicy nieśmiertelności otrzymujemy klasyczny leitmotiv science fiction -> cudowny wynalazek.

sf

Bardziej ambitnie stawiamy na piedestale Gernsbacka i…cześć. Problem załatwiony. Ewentualnie wrzucamy do wora beletrystyka naukowa z receptą 75% literatury, 25% nauki…

http://encyklopediafantastyki.pl/index.php/Science_Fiction_-_pojęcie

„Polski termin „fantastyka naukowa” jest mało precyzyjnym tłumaczeniem terminu angielskiego. Jego zakres nie pokrywa się z zakresem określenia „science fiction”. W języku angielskim wyraz „science” oznacza przede wszystkim nauki przyrodnicze i techniczne. Z tego powodu polski termin ma zakres szerszy i dzięki temu lepiej oddaje istotę zjawiska, które współcześnie bardzo mocno poszerzyło skalę swoich tematycznych zainteresowań i odeszło od pierwotnych przyrodniczych i technicznych inspiracji literackich.

Z drugiej zaś strony „science fiction” ma zakres o wiele szerszy, niż jego polski odpowiednik. „Fiction” oznacza bowiem nie tylko fikcję, fantazję, zmyślenie, ale także beletrystykę, utwory powieściowe. Tak więc, gdyby opierać się tylko na znaczeniu wyrazów wchodzących w skład terminu, można by powiedzieć, że „science fiction” oznacza zarówno fantazjowanie w obrębie nauk przyrodniczych i technicznych, wąsko wyspecjalizowaną odmianę fantastyki naukowej, jak i beletrystykę realistyczną o życiu i pracy uczonych przyrodników, o ich koncepcjach naukowych i technicznych zastosowaniach niekoniecznie o charakterze fantastycznym.”

…lub pozostajemy przy podziale science fiction (hard scifi), horror (groza), fantasy.

Aby nie było za łatwo trzeba dodać, że wielu wolało termin „scientific fiction”, czyli właśnie zahaczamy o beletrystykę, co przecież ma sens. Bywały także określenia typu „invention stories”, czyli wynalazek w tle; „off-trail stories” (opowieści spoza szlaku), „impossible stories” (historie nieprawdopodobne), „different stories” (inne opowieści), „pseudo-scientific stories” – bardzo trafna diagnoza 😀 Nie wchodząc specjalnie w zagadnienia terminologiczne i nie przesądzając o ich celowości dorzucę jedynie, że nazwy opisowe w stylu „romanse /tłumaczenie zamierzone/ na innych planetach”, „opowieści o zadziwiających wynalazkach”, „opowieści o przygodach w przyszłości” mają przyjemny klimat i lekko trącą sentymentalną nutką.

Ot, na przykład „voyages extraordinaires” (w innej wersji „voyage excentrique”) J. Verne’a to przecież…”scientific romances” czy „scientific fantasies”. Głupio się przyznawać do romansów w fantastyce naukowej ale na szczęście chodzi o powieści czy nowele. Określenia typu „highly imaginative stories”, „weird-scientific stories”, „structural fabulation” jakoś się nie przyjęły ale np. już „scientifiction” poszło w znanym nam kierunku i „scifi” już mogło się rozpychać na arenie dziejów chociaż…po piętach deptał (i nadal depcze) termin „speculative fiction.” Zauważcie, że wszędzie SF.

Dzisiaj, obojętnie jak nazwiemy (fantascienza, utopische Romane, naucznaja fantastika) miły naszemu oku gatunek literacki czy filmowy (tutaj niestety uważający się za lepszych powątpiewają nadal…) wiemy mniej więcej, co zawiera. I to jest najważniejsze. Pewne jest także to, że bez rewolucji przemysłowej i umasowienia wielu wynalazków (np. mediów) nic nie byłoby takie jak wcześniej.

Miniwywiad z Jackiem Piekarą

Nie trzeba wyjaśniać kim jest Jacek Piekara :) Gdyby jednak ktoś miał wątpliwości kto ów zacz napiszę krótko, że jest to pisarz, człowiek renesansu i już klasyk polskiej fantastyki:

http://fabrykaslow.com.pl/autor/jacek-piekara

Odwiedził także Sieradz spotykając się z czytelnikami i fanami:

http://pbp.sieradz.pl/rel-563.html

pk

Czas na kilka pytań – wierzę, że Arivald wróci!

– Zacznę od czegoś banalnego a jednocześnie trudnego…Czym jest dla Pana fantastyka, z czym się kojarzy i dlaczego akurat fantastyka a nie kryminały retro czy romanse z małym dworkiem w tle?

JP: Sądzę, że to wpływ lektur z dzieciństwa, czyli najpierw Stanisława Lema i zapomnianego dzisiaj Konrada Fiałkowskiego (dopiero potem przyszedł czas na znakomite amerykańskie zbiory „Rakietowe szlaki” i „Kroki w nieznane”, powieści Strugackich oraz Bułyczowa), jak również wielu książek klasyki grozy czy wreszcie południowoamerykańskiego realizmu magicznego. W dodatku dobraliśmy się w szkole w grupę osób bardzo zainteresowanych fantastyką i jeszcze w latach stanu wojennego chodziliśmy na spotkania klubu miłośników fantastyki, które odbywały się raz w tygodniu w centrum Warszawy i spotykaliśmy się z gronem podobnych pasjonatów w tym ludzi wiele, wiele starszych od nas.
Z drugiej strony fantastyka była ucieczką od przaśnego, topornego świata upadającej komuny. Była podróżą do lepszych, ciekawszych miejsc budowanych w wyobraźni, której to wyobraźni można było zupełnie swobodnie puścić wodze. Mieliśmy ochotę pisać i czytać o „cudownościach”, a nie babrać się w siermiężnej rzeczywistości. Na rynku kryminałów panował wtedy tzw. „kryminał milicyjny”, w którym zazwyczaj dzielny oficer milicji zwalczał amerykańskich szpiegów lub spekulantów handlujących dżinsami, a romansów chyba w ogóle nie było. Moda na romans zarówno sentymentalny jak i erotyczny czy wręcz pornograficzny, zaczęła się jakoś po 1989 roku. Ale z tego co pamiętam kompletnie nie interesowało mnie to zarówno z punktu widzenia twórcy jak i czytelnika.

– Przyznam, że dawno, ale nie tak bardzo dawno temu zaczytywałem się w Fantasy (Click). Jak Pan wspomina tworzenie tego zacnego czasopisma i…dlaczego wyszło jak wyszło, że już nie wychodzi? :)

JP: Mogę z dumą powiedzieć, że jako pierwszy w Polsce stworzyłem w pełni profesjonalne pismo poświęcone fantastyce. Kolorowe, ładnie wydawane, bogate w treści publicystyczne. To nie była taka chała jak „Fantastyka”, czy potem „Nowa Fantastyka”, w której cały zamysł polegał na tym, aby zapchać numer polskimi lub zagranicznymi opowiadaniami. „Fantasy” było w pełni przemyślanym konceptem i ta solidność nam się opłaciła. Wydawaliśmy około stu tysięcy egzemplarzy z czego sprzedaż przekraczała sześćdziesiąt procent przy bilansowaniu się tytułu na poziomie poniżej czterdziestu procent. Niestety mieliśmy potężnego, niemieckiego wydawcę. Mówię „niestety”, gdyż potężny wydawca jest nastawiony na potężne interesy i wielkie pieniądze. Zarobek na czysto rzędu dwudziestu, trzydziestu tysięcy złotych miesięcznie nikogo tam nie interesował i postawiono nam karkołomny warunek zarabiania grubo ponad pół miliona złotych rocznie (mówię tu już o sumach netto, czyli zysk po odliczeniu wszelkich kosztów), czego nie byliśmy w stanie osiągnąć na tym dość jednak wąskim rynku. Z rozbawieniem natomiast obserwuję jak od kilku lat obecna „Nowa Fantastyka” pełnymi garściami czerpie z moich koncepcji i doświadczeń, nawet jeden do jednego powielając tematy, którymi zajmowaliśmy się w „Fantasy,”

– Będąc przy starociach nie mogę NIE zapytać o Smoki Haldoru i opowiadania z…Młodego Technika: http://pbp.sieradz.pl/kmf/2015/06/26/mlody-technik-i-fantastyka/ 

Jak Pan ocenia po latach swoje pierwsze produkcje? 

JP: Jak to po latach: oczywiście krytycznie. Na ogół panuje zgoda co do tego, że pisarz jest jak wino i jego twórczość nabiera smaku z wiekiem. No więc w czasach, o które Pan pyta ja byłem bardzo młodym winem :)

– Jak powstawał Arivald – czy to był z góry założony zbiór przygód tego bohatera, czy rozwinął się przypadkowo? 

JP: Przygoda z czarodziejem Arivaldem zaczęła się bardzo dawno temu, ale kiedyś ten bohater rzeczywiście był dla mnie pierwszoplanową postacią. Opowiadania o czarodzieju – samouku zostały bardzo, bardzo ciepło przyjęte przez czytelników i to na pewno mnie zainspirowało do dalszej pracy. Która to praca, jak przypomnę, zakończyła się potężnym ponad 600 stronicowym zbiorem obecnym na rynku już w bodajże czwartym wydaniu.

– Czy w związku z nabraniem pod koniec książki tonu nieco bardziej poważniejszego i uporządkowanego nie przewiduje Pan kontynuacji powieści fantasy w świecie Arivalda?

JP: Mam tyle pracy nad innymi projektami, zresztą nie tylko związanymi z szeroko rozumianą fantastyką, że do tych historii raczej nie wrócę. Chociaż mam kilka rozpoczętych tekstów z Arivaldem w roli głównej.

– Z pewnością czekał Pan na pytanie dotyczące Inkwizytora :) I takie padnie ale…Znalazł się pan w ekskluzywnym gronie:
http://rebelya.pl/post/8643/14-ksiazek-theological-fiction-ktore-warto-prze
Co Pan na to? Wiadomo, religia i polityka to śliskie tematy. Popatrzmy w kontekście fantastyki: po apokalipsie będzie renesans religii w stylu przedstawionym w Kantyczce dla Leibowitza czy nastąpi chaos?

JP: Mam duży dystans do internetowych recenzji, klasyfikacji, wyborów jakiegoś top 10 czy top 100. I to zarówno jako czytelnik jak i jako autor, którego książki są czasami tematem podobnych podsumowań. Bo jeżeli czytam artykuł o kinematografii, po którym widzę, że autor nie obejrzał nawet połowy tego repertuaru co ja, a tę połowę, którą obejrzał to nie zrozumiał, to jakim jest on dla mnie partnerem do dyskusji? Jeżeli czytam w jakiejś recenzji, że Tolkien jest niezły, ale strasznie dużo zapożyczył od Paoliniego (przypomnę, że Paolini urodził się kilkadziesiąt lat po śmierci Tolkiena), to o czym mam dyskutować z takim niedoukiem?
A co będzie po Apokalipsie z tymi ludźmi którzy przeżyją? Cóż, jak trwoga to do Boga, więc wyobrażam sobie, że wszelkie ruchy mistyczno- religijne tylko się wzmocnią. Co oczywiście nie wyklucza totalnego chaosu, bo to sprawy kompletnie niezależne.

– Jak wygląda odbiór Pana książek za granicą (przekłady, nakłady, spotkania)? Czy ma Pan wiedzę na ten temat?

JP: Moje książki zostały ciepło przyjęte w Rosji i na Ukrainie, a na przykład opowiadanie „Planeta Masek” bardzo spodobało się we Włoszech. Były wstępne plany i rozmowy na temat niemieckiego wydania przygód inkwizytora, ale sprawa rozbiła się o to, że Niemcy chcieli powieści, a nie zbiorów opowiadań, a przecież książki o inkwizytorze to głównie opowiadania. Generalnie wydania zagraniczne to jest taki aspekt mojej działalności, który wymagałby po prostu dobrego, aktywnego agenta, bo bez tego niewiele da się zrobić. I na razie jestem  zupełnie nieusatysfakcjonowany tym, co się dzieje.

– W swoich książkach sporo Pan pisze o ułomnościach ludzkiej natury. W związku z tym musi paść pytanie – co sądzi Pan o Polakach jako społeczeństwie – największe wady i zalety?

JP: Jestem przeciwny generalizowaniu i myśleniu o narodzie jako o jednolitej całości rządzonej zbiorem konkretnych cech. Przecież są Polacy mądrzy i głupi, Polacy dobrzy i podli, Polacy uczciwi i oszuści. Jednak z uwagi na życie w systemie komunistycznym, a więc w cywilizacji wiecznego niedoboru towarów i usług, musieliśmy wykształcić w sobie pewne cechy ułatwiające przetrwanie. Więc na pewno jesteśmy zaradni i przedsiębiorczy. To zresztą widać kiedy się obserwuje wskaźniki gospodarcze, pokazujące, że główny dochód państwa płynie z podatków z małych i średnich przedsiębiorstw. Nie jesteśmy również podatni na różne ideologiczne szaleństwa płynące z Zachodu, które określiłbym zbiorczą sygnaturą „porąbane lewactwo” :).   Teraz dużo się mówi o tzw. Polakach – cebulakach (ich królem Jarosław Kuźniar!), ale to przecież zjawisko charakterystyczne dla każdego kraju. Kto oglądał amerykańskie programy Jerry’ego Springera ten wie, że najgorszy nawet Polak – cebulak mógłby przy gościach odwiedzających Springera uchodzić za pełnego ogłady dżentelmena! :)

– Najtrudniejsze pytanie jakie Panu zadano to….a najgłupsze….

JP: Podobno nie ma głupich pytań tylko są głupie odpowiedzi. A jakiegoś szczególnie trudnego pytania nie przypominam sobie z wywiadów czy ze spotkań. W życiu prywatnym może było to pytanie które brzmiało: „dlaczego mnie nie kochasz, skoro ja Cię kocham tak bardzo?”. I jak tu poprawnie odpowiedzieć?

*****

I tym optymistycznym akcentem zakończono odpytywanie pana Jacka. Dziękujemy za poświęcony czas i życzymy kolejnych udanych pozycji a także pana z walizką wypchaną odpowiednimi środkami płatniczymi, które przełożą się na dobry film z uniwersum Jacka Piekary :) Zapraszamy do lektury:

lubimyczytac.pl/ksiazka/217380/ja-inkwizytor-kosciany-galeon