Archiwa tagu: postapokalipsa

46. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Ostatnie przed wakacjami spotkanie odbyło się w plenerze, na sieradzkim rynku, co widać na obrazkach :) Dyskusja w przestrzeni publicznej dotyczyła twórczości Głuchowskiego, znanego z różnych części Metra. Samo Uniwersum Metro rozrasta się w szybkim tempie, także i polskie przekłady. Nietrudno się domyślić, że jest to literatura raczej dla panów chociaż panie również znajdą coś dla siebie. Mroczny świat, ludzkie rozterki, walka o przetrwanie i bohaterowie, z którym można się utożsamiać lub nie (niestety, czytając po raz wtóry Metro oryginalne już mnie tak nie bawi jak kiedyś; polskie tomy są ciekawsze, może dlatego, że znane miejsca, bardziej swojskie?) Odpowiadając na wiszące w powietrzu pytanie: Metro czy Zona, odpowiem: to zależy od autora – najlepiej przeplatać.

relac

Opinia Pawła:

„Przeczytałem Metro 2033 kilka lat temu i miałem mieszane uczucia. Z jednej strony książka niewątpliwie miała klimat i ciekawie wymyślony świat, z drugiej jej bohater był kompletnie bezbarwny, a do tego fabuła kojarzyła się z przewodnikiem turystycznym. Może taki był zamiar by jak najwięcej miejsc czytelnikowi pokazać, dało się to jednak zrobić bardziej z głową i subtelniej. Trochę dziwi mnie, jak bardzo „rozpączkowało” to uniwersum, no ale moda na postapo chyba zrobiła swoje. Czy przeczytam coś z tego cyklu jeszcze? Raczej nieprędko, a jeżeli już to raczej będę się trzymać książek autorstwa twórcy tej serii i ewentualnie któregoś z polskich pisarzy.”

XLVI spotkanie Klubu Miłośników Fantastyki „Sagitta”

Zapraszamy na czterdzieste szóste spotkanie Klubu Miłośników Fantastyki „Sagitta”, które odbędzie się w piątek, 16 czerwca 2017 o godz. 17.30 w Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu.

metr

Spotkanie będzie miało charakter wyjściowy – odbędzie się dyskusja w przestrzeni publicznej nad Uniwersum Metro czyli wracamy do postapokalipsy!

Życie po apokalipsie – wywiad z Dominiką Węcławek

Fabryczna Zona powraca 😉 Dosłownie i w przenośni. W dodatku, ciągle wychodzą nowe pozycje (już po debiucie S. Nieściura). Jednym słowem – warto śledzić sytuację na bieżąco i zapoznać się czytając, szczególnie polskich autorów. A wśród polskich autorów jest Dominika Węcławek. I właśnie jej zadałem kilka pytań. A Dominika jest człekiem renesansu. Nie ma sensu wymieniać, gdzie pisała i czym się zajmowała (możecie wyguglać) – pewne jest to, że jej działalność jest godna szacunku, zarówno z punktu widzenia fana fantastyki, komiksów jak i muzyki…Ale, ale, co będę się rozpisywał :) sprawdzicie sami.

Zazwyczaj pisarze wspominają, że ich akt twórczy jest niczym deszcz. Od kropelki do ulewy albo na odwrót a u ciebie?

Jak mówią słowa piosenki, deszcze są niespokojne, ponieważ na co dzień pracuję ze słowem i jako dziennikarz piszę dużo, muszę być zdyscyplinowana. Deszcz nie deszcz, mżawka, czy posucha, należy umieć zebrać myśli i ubrać je w słowa. Jeśli jest z tym kłopot, mam swoje sposoby. Problem z pisaniem książki jest inny – póki co tworzenie literatury jest moim hobby, które muszę odkładać na czas “przed” lub “po” pracy. Ponieważ ten czas dzielę jeszcze przez trzy, bo przecież jestem na tyle szalona, by wychowywać dzieci i prowadzić dom, wreszcie też sypiam nieco więcej, niż dwa lata temu, niekiedy muszę trzymać w ryzach swój literacki deszcz. Wychodzi więc na to, że mam niekiedy w głowie prawdziwe cumulusy gotowe tylko do wypuszczenia, ale muszę je ugłaskiwać czekając na właściwy moment. Kiedy jednak już siadam do pisania, po prostu płynę. Zanim jednak dopisuję kolejne strony, mam zwyczaj wracać do tego, co już jest napisane. I tu się zaczyna zabawa…

Czytaj dalej

Zona, mutanty, anomalie, wojsko, seks, laboratoria…czyli Na skraju strefy i pytań parę do Krzysztofa Haladyna

I znowu na pokładzie czai się…nie, nie zło ale Fabryczna Zona :) Wiadomo, trzeba popierać młode talenty, szczególnie jeśli są polskie! Zadałem kilka pytań Krzysztofowi Haladynowi.

13010224_1061001150628177_624085985_o

Źródło: http://fabrykaslow.com.pl/krzysztof-haladyn-nowy-autor-w-fabrycznej-zonie

Strefa rządzi, Strefa radzi, Strefa nigdy cię nie zdradzi. Jak to się stało, że wyszło jak wyszło?

Oczywiście przypadkiem 😉 Miałem pomysł na książkę w tym uniwersum, byłem w trakcie pisania wstępu. Fabryka Słów ogłosiła konkurs, wysłałem tekst z zaznaczeniem, że to część (znacznie) większej całości. Potem było trochę czekania, wielka radość i dużo pracy i długo oczekiwana premiera.

Czytaj dalej

Wedle zasług Sławomira Nieściura – recenzja

zon

Najpierw rzec wypada słów kilka o ilustracjach, zarówno głównej jak i tych w książce. Dobrze oddają klimat narracji a okładkowa idealnie wpasowuje się w moje wyobrażenia miejsca, gdzie przyszło działać naszym, hm…postaciom, wcale nie chciałem napisać rzezimieszkom!

Nie wiem czy wyszło przypadkiem, czy też autor świadomie rozpisał dialogi ale postacie (np. główne: Mietkin, Jusupow, Rybin, Abaszyn), które z założenia średnio powinny budzić sympatię, są wbrew pozorom nader ludzkie i dają się zrozumieć (niekoniecznie polubić!).

Co do samej akcji – początek książki powoli ale konsekwentnie zmierza do wielkiego bum i tak właśnie się dzieje, wchodzą klimaty okołohorrorowate (robi się gęsto i mroczno) a akcja przyśpiesza (zwalniając nieco w części drugiej i ponownie przyśpieszając). Autor serwuje nam narrację przeskakującą, która zadziwiająco dobrze się sprawdza.

Opisy są bardzo plastyczne i samo „rysowanie” otoczenia jest wielkim atutem „Wedle zasług.” Książka (również zastanawiam się czy zamierzony efekt…) mająca być czytadłem, wcale takim zwykłym czytadłem nie jest. Oczywiście, nie ma mowy o filozoficznych rozważaniach o ciężkim życiu i biednych mutantach skazanych na zagładę lub o zasadności wyborów tudzież predestynacji ale…czytając, jesteśmy zmuszeni do myślenia. Dodatkowo, mutanty (czuję, że zwierzowisko się rozrośnie) i…Pilipiuk*, sprawiają, że wciągnąłem się do reszty. Nawet pies podgryzający kostki nie mógł naruszyć mego spokoju. Do kompletu brakowało jeszcze klimatycznej muzyki 😉

Były zalety: akcja, plastyczne opisy, budowanie nastroju, język; czas na wady: to, co jednocześnie jest zaletą – drobiazgowość opisu, w wielu miejscach staje się wadą. Zmuszeni do myślenia (wiem, że to skandal!) oczekujemy odruchowo więcej „ekszynu”, który pojawia się później. Jako fan szkoły minimalistycznej za wadę uważam także zbyt dużą liczbę dialogów. No ale niech te wady nie przesłonią wam niewątpliwych plusów „Wedle zasług”, która z pewnością ma szansę rozwinąć się w porządną sagę a autor – mam nadzieję, że się nie obrazi – zasługuje na słowa uznania za porządny kawał, twardej, męskiej lektury i chętnie widziałbym go w innych gatunkach fantastycznych (powaga). No właśnie, zabrakło baby 😉 Ale pewnie w drugim tomie się pojawi!

Mocne 4 na 6, co jak na debiut jest bardzo dobrze rokującą na przyszłość oceną.

——- Dlaczego Pilipiuk? Tak miałem skojarzenia przez początkowe kilkadziesiąt stron „Wedle zasług.” Może przez ironię albo opis?

Wedle zasług – nowa postać w Zonie

Na rubieżach pojawił się nowy człowiek…I nowa książka rodem z Fabrycznej Zony, została już oficjalnie zapowiedziana:

http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/wedle-zaslug-slawomir-niesciur/

http://fabrycznazona.pl/

Korzystając z chwili czasu „złapałem” autora żeby powiedział parę słów o debiucie (i nie tylko). Oto efekt. Podziwiajcie i czekajcie (na książkę!):

Skąd się wziął pomysł na książkę?

Jak zapewne pamiętasz, swego czasu Fabryka Słów ogłosiła konkurs na opowiadanie w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.–a. Ja natomiast byłem świeżo po lekturze „Ołowianego świtu” i w trakcie kolejnego zaliczania gry. „Nabuzowany” Zoną postanowiłem wówczas napisać swój pierwszy w życiu tekst.

A zainspirowało mnie zdjęcie. Jedna, konkretna fotka zamieszczona w jakimś artykule dotyczącym białoruskiej części Zony, przedstawiająca tych, którzy zdecydowali się tam pozostać i dożyć swoich dni.

I zacząłem pisać opowiadanie. Kończąc je, zdałem sobie sprawę, że wcale nie mam ochoty rozstawać się ze swoimi bohaterami…więc napisałem kolejne, po czym wysłałem obydwa. Mijały tygodnie, niecierpliwie czekałem na wyniki, a w międzyczasie, już tak bardziej dla zabawy dopisywałem sobie kolejne rozdzialiki, łączyłem wątki, dokładałem nowe, powoływałem do życia kolejne postacie. A gdy FS wyniki ogłosiła, uświadomiłem sobie, że mam napisaną połowę…książki. A opowiadania? No cóż, wyróżniono trzy teksty – w tym dwa moje. A potem Fabryka zaproponowała współpracę, której końcowym efektem jest, a raczej będzie (całkiem niedługo) rzeczona książka.

zon

Jak zareklamowałbyś książkę nie spoilerując za mocno?

A czy to w ogóle konieczne? Przecież to S.T.A.L.K.E.R. – klasa sama w sobie 😀 Powiem tak, każdy z nas inaczej postrzega Zonę. Inna jest u Michała Gołkowskiego, inna u Wiktora Noczkina, jeszcze inna u Krzyśka Haladyna. To ja zdradzę, że u mnie jest jeszcze inna. Czemu inna? Bo postanowiłem poprowadzić te najrzadziej eksploatowane wątki oraz podjąć ostrożną próbę odpowiedzi na pytanie, które z pewnością zadaje sobie niejeden fan uniwersum: „Co tam się, u licha, wydarzyło?”

Czy planujesz kontynuację w cyklu, czy może zastanawiasz się nad innym podgatunkiem?

Ja jej nie planuję, ja ją piszę! I na chwilę obecną skupiam się tylko i wyłącznie na tematyce stalkerskiej, aczkolwiek cały czas siedzi mi z tyłu głowy i drenuje podświadomość pewien projekt. I to na tyle mocno, że zaczyna się z tego robić trzeci arkusz tekstu. Ma nawet roboczy tytuł: „Unicestwienie”. Prawdopodobnie tekstu byłoby jeszcze więcej, ale niestety, niedawno padł mi dysk i cześć znikła bezpowrotnie.

Tymczasem jednak planuję pracować tylko i wyłącznie nad kontynuacją „Wedle zasług”.

Co poradziłbyś piszącym i debiutantom – czego nie robić, co robić przede wszystkim?

Żeby nauczyli się być cierpliwymi. W moim odczuciu cały ten akt twórczy, od napisania do wydania, składa się przede wszystkim z czekania. Na akcept, na umowę, na redakcję, na premierę. Trzeba nauczyć się czekać. Po prostu. I nie zniechęcać się. Nigdy, pod żadnym pozorem

Pięć książek fantastycznych, które wywarły na ciebie największy wpływ…

I to jest chyba najtrudniejsze pytanie…No bo jak mam wybrać z tych dziesiątek, setek, a może i tysięcy tytułów, które pochłonąłem w ciągu ostatnich 35 lat, te najważniejsze? Nie potrafię. Chociaż…może „Eden” Lema? „Drzwi do lata” Heinleina? „Piknik na skraju drogi” Strugackich? „Droga” McCormacka? „Kontakt” Sagana?

Dzięki za poświęcony czas i…z niecierpliwością odliczam czas do premiery, żeby się popastwić (lub nie) 😉

Zatonięcie Japonii

Nadszedł wrzesień, Niemiły czas naszych dziejów. A poza tym…wakacje się skończyły a zatem na dobry początek, powitam Was katastrofą! :) Zatopimy Japonię, a co! Jak szaleć to szaleć. Co prawda, w modzie są ostatnio kaldery albo kosmiczne kupy gruzu i niektórzy szykują się na koniec cywilizacji (być dobrym prepersem nie jest źle) albo chociaż koniec USA ale przecież Japonia także jest dobra. I Godzillę obudzą i będzie dziwnie. Chciałem dać parę słów o panu Komatsu ale wszędzie jest podany opis książki i niestety zdradzają, co będzie dalej – nie dam zatem. Będzie lepszy link:

https://nejimakidori89.wordpress.com/2014/09/03/sakyo-komatsu-zatoniecie-japonii/

Od razu mówię, to nie jest książka dla każdego. Jest mroczna, agresywna, zła. Ok, żartowałem. Książka przypomina bardziej notatki badacza (research zrobiony nieźle a nawet więcej niż nieźle), zapis z podróży lub obserwacje socjologiczne, dlatego czytelnik przyzwyczajony do ekszyn, mor ekszyn, jeszcze więcej ekszynu – będzie się nudził…Akcja toczy się leniwie, idzie, idzie aż do połowy książki.

Namiętni oglądacze National Geographic będą zachwyceni! Po połowie książki akcja przyśpiesza, rozkręca się, opisy stają się jednocześnie i suche i pełne życia. Zapachniało filmami katastroficznymi, megahiperprodukcjami? Słusznie. Widać na kim się wzorowali twórcy późniejszych hitów.

Ale sama katastrofa to tylko jeden problem – tragiczny bo wiele ofiar ale jednak…to nie wszystko! Jak się wali to się wali. Więcej nie napiszę i zachęcam do lektury. Dla mnie mimo różnych dłużyzn, jest jedną z lepszych w gatunku. A ostatnie sceny przypominają filmy o podboju kosmosu. Jest nadzieja!

VIII spotkanie KMF – relacja

Co stałoby się ze znanym nam światem, gdyby nagle w jakiś sposób większość z żyjących w nim ludzi zginęła? Czy ludzie są na tyle zdeterminowani, by żyć i trwać, nawet po czymś, co zdawałoby się końcem cywilizowanego świata? I czy dalsze funkcjonowanie tak niewielkiej grupy byłoby możliwe? Czy miałoby w ogóle sens? Podobne pytania stawiali autorzy tworzący fikcyjne światy nazywane dziś postapokaliptycznymi, którymi postanowiliśmy się zająć na ostatnim, przed wakacyjną przerwą, spotkaniem Klubu Miłośników Fantastyki.

Punktem wyjścia do dyskusji były dwa opowiadania: „Wiadro powietrza” Fritza Leibera oraz „Warta na Renie” Johna Ringo i Toma Kratmana. W pierwszym ludzkość zostaje zdziesiątkowana za sprawą gwiazdy przelatującej przez Układ Słoneczny i wyrywającej Ziemię z pola grawitacyjnego Słońca. O ile sam pomysł wydał na się ciekawy, to jednak pojawiło się kilka krytycznych uwag dotyczących tekstu. Przede wszystkim zarzucano braki odnośnie nieuwzględnienia pewnych zjawisk fizycznych, które musiałyby się pojawić przy takim katakliźmie, chociażby związane z grawitacją. Wydawało nam się też, że zachowanie postaci było trochę zbyt wyidealizowane, mało konfliktowe – chociaż trzeba przyznać że jest to miła odmiana, gdyż większość postapokaliptycznych światów cechuje duża brutalność i brak nadziei. Tutaj autor zachował optymizm i wiarę w humanitarne zachowanie osób, które przetrwają.

W drugim utworze natomiast mieszkańcy naszej planety zostają zaatakowani przez brutalną rasę kosmitów. Autorzy spekulowali, jak w takiej sytuacji zachowałyby się poszczególne państwa, czy współpracowałyby ze sobą, czy też każde z nich próbowałoby ugrać jak najwięcej dla siebie.

Przytaczaliśmy też inne znane nam utwory o tej tematyce oraz możliwe zdarzenia, mogące spowodować koniec znanej nam cywilizacji. Sporą część wymienił Paweł Jezierski, który w przygotowanym przez siebie materiale skatalogował możliwe scenariusze i zagrożenia oraz ich przykłady w literaturze i filmie. Doszliśmy do wniosku, że temat ten rzadziej jest podejmowany przez pisarzy, chętnie natomiast sięgają po niego filmowcy. Jest to też bardzo nośny temat dla twórców gier komputerowych. W tych ostatnich powstało przecież kilka kultowych już serii, takich jak Fallout, Metro czy Wasteland. Tym bardziej warto sięgnąć po książki z tego nurtu, w końcu premiera najnowszej odsłony Fallouta już jesienią! Takiej apokalipsy nie można przegapić!

8