Powiatowa Biblioteka Publiczna w Sieradzu rys. Paweł Duraj, 2014
« Sierpieñ 2017 »
PWSCPSN
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 

Godziny otwarcia

lipiec i sierpień:

Poniedziałek, środa, piątek 1000 - 1800
Wtorek, czwartek 800 - 1600
Sobota - nieczynne

wrzesień - czerwiec:

Poniedziałek, środa, piątek 800 - 1800
Wtorek, czwartek 800 - 1600
Sobota - nieczynne

Newsletter


Kanały RSSKanały RSS

2008-12-03: IX spotkanie DKK - książka Janusza Głowackiego

3 grudnia 2008 r. odbyło się w bibliotece dziewiąte spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Przedmiotem dyskusji była książka Janusza Głowackiego "Z głowy". W spotkaniu uczestniczyło 8 osób. Klubowicze mówili, że z przyjemnością przeczytali książkę J. Głowackiego. Podobało się wszystkim, że autor z ironią opisuje swoje życie i zaobserwowane zachowania Polaków. Podczas spotkania przytoczono najśmieszniejsze fragmenty książki, m. in. o żołnierskim wykładzie na temat wrzenia wody. Zebrani zastanawiali się, ile w książce jest prawdy, a ile zmyślonych historyjek.

Dyskusji przysłuchiwali się reporterzy TVP - Joanna i Aleksander Chachułowie. Rozmawiali też z dyrektorem PBP o sieradzkim Dyskusyjnym Klubie Książki, a klubowiczów pytali, dlaczego chcą uczestniczyć w rozmowach o książkach. Część spotkania została sfilmowana.

Po spotkaniu Pani Wiesława Kruszek napisała recenzję książki "Z głowy" Janusza Głowackiego:

„Z głowy" Janusz Głowacki

Kolorowa koszula rozpięta do pasa, spodnie dopasowane, szyte na miarę u pana Zenka na Brzeskiej, na nogach rokendrole. Wysoki, przystojny blondyn idzie Nowym Światem. Wielu przechodniów ogląda się za nim, ktoś krzyczy : „Cześć Głowa!" No tak … to oczywiście Janusz Głowacki!

W czasach PRL - u był tak charakterystyczną i rozpoznawalną postacią, że prozaik Andrzej Bonarski umieścił go w jednej ze swoich powieści dziejącej się w środowisku artystycznym Warszawy pod jego własnym nazwiskiem, bez charakteryzacji literackiej. Sam zainteresowany po wielu latach wspomina te, i nie tylko te, czasy w autobiograficznej książce pt. „Z głowy."

Zaczyna od rozdziału „One way ticket", w którym opisuje, jak 8.12.1981 roku wyjeżdża do Londynu na premierę swej sztuki pt. „Kopciuch." No i jak wielu rodaków po 13 grudnia staje przed dylematem – wracać do kraju czy zostać za granicą, gdzie, jak pisze : „w jednej chwili zamieniłem się z nikomu nieznanego prowincjonalnego pisarza w zupełną znakomitość." Oczywiście Głowacki pisze to z dystansem i z ironią, bo dość szybko przekona się, jak krótkotrwałe jest zainteresowanie Anglików jego osobą. Anglia jednak stała się szczęśliwym przystankiem w drodze do … Ameryki !

Kolejne rozdziały przenoszą czytelnika w różne czasy i miejsca. Wcale nie przeszkadza to, że znalazłszy się na chwilę w czasach wojny (dzieciństwo pisarza), w kolejnym rozdziale jesteśmy już w Nowym Jorku. Sporo miejsca poświęca Głowacki czasom studenckim. Brylował wtedy w tzw. Trójkącie Bermudzkim (Hybrydy – bar Przechodni - przychodnia skórno - weneryczna), był częstym gościem SPATiF-u i Ścieku. W barwnych opowieściach przewija się galeria ciekawych postaci, charakterystycznych dla ówczesnego środowiska artystycznego stolicy: Jan Himilsbach, Zdzisław Maklakiewicz, Janusz Szpotański, Krzysztof Mętrak i wielu innych.

Chciano jakoś przetrwać w czasach komunizmu, co do którego rodzice Głowackiego nie mieli złudzeń. Matka cytowała synowi Rilkego: „Kto mówi o zwycięstwie? Przetrwać, oto wszystko", ojciec anonimowego poetę: „Nie krytykuj, nie podskakuj, siedź na d… i przytakuj…" Głowacki przytacza szereg humorystycznych sytuacji, dostarczając czytelnikowi dobrej zabawy. Jednocześnie bardzo realistycznie przedstawia emigrację polską w Ameryce, pokazuje Nowy Jork nie tylko z górnych pięter drapaczy chmur, ale raczej z piwnic, dworców, parków, w których przebywają bezdomni. Uwierzyli oni w mit Ameryki i zagubili się w tym świecie, w tym mieście (Nowym Jorku), „które wytwarza wielką energię, dobrą i złą, jednym ona służy, a innych wykańcza." Wśród tych, których wykończyła , szuka Głowacki inspiracji do swoich sztuk, które przyniosą mu uznanie w Ameryce i w wielu innych krajach na świecie (w Polsce niekoniecznie).

Ironia, dystans, humor, czasem cynizm autora sprawiają, że czyta się „Z głowy" bardzo dobrze i wcale nie na zasadzie, aby mieć z głowy tę kolejną pozycję autobiograficzną, w której twórca dokonuje obrachunku ze swoją przeszłością.

Książkę kończą dwa rozdziały nieco inne niż pozostałe. Jest w nich nie Głowacki – kpiarz, cynik, ale Głowacki przejmujący i prawie liryczny. „ Żart bogów" pięknie ukazuje tragizm postaci Jerzego Kosińskiego, „Matka" - to bardzo wzruszający i przejmujący portret umierającej mamy pisarza, która czytała jego córce Zuzi Prousta. Głowacki nie zdążył jej powiedzieć, że nie zniechęciła wnuczki, bo swą pracę magisterską napisała ona właśnie o Prouście.

Autobiografię Głowackiego trzeba przeczytać koniecznie, na najbliższym spotkaniu towarzyskim będzie można błysnąć paroma niezłymi dowcipami, np. o majorze, któremu temperatura wrzenia wody pomyliła się z kątem prostym. Książka zachęci też do poznania twórczości pisarza, o którym Krzysztof Mętrak napisał, że „już w dekadzie Gierka odnalazł swój styl i chodził w glorii łagodnego prześmiewcy absurdów komunistycznego systemu (…) wcześniej demaskował i wyszydzał to, co mniej przenikliwym łatwo kompromitować dzisiaj."

Zdjęcia:

____
* do przeglądania dokumentów PDF niezbędna jest przeglądarka PDF np. Foxit Reader lub Adobe Reader
Powiatowa Biblioteka Publiczna w Sieradzu, Sieradz ul. Żwirki i Wigury 4