Powiatowa Biblioteka Publiczna w Sieradzu rys. Paweł Duraj, 2014
« Czerwiec 2017 »
PWSCPSN
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 

Godziny otwarcia

lipiec i sierpień:

Poniedziałek, środa, piątek 1000 - 1800
Wtorek, czwartek 800 - 1600
Sobota - nieczynne

wrzesień - czerwiec:

Poniedziałek, środa, piątek 800 - 1800
Wtorek, czwartek 800 - 1600
Sobota - nieczynne

Newsletter


Kanały RSSKanały RSS

2013-03-06: Relacja z 51. spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki

6 marca 2013 r. w bibliotece odbyło się pięćdziesiąte pierwsze spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Tematem naszych rozważań była książka "Dzidzia" Sylwii Chutnik. Od początku spotkania wyłoniły się dwa sposoby odczytania tej książki. Pierwsza interpretacja może być dosłowna: sytuacja rodziny, w której wychowywane jest dziecko niepełnosprawne. Druga interpretacja to dostrzeganie w tekście Sylwii Chutnik symboli i alegorii. Zastanawialiśmy się, czy los tytułowej Dzidzia można porównać do losu Polski.

Po spotkaniu powstały dwie receznzje książki.

Recenzja książki Sylwii Chutnik „Dzidzia”

Dzidzia – słowo kojarzące się ze słodką istotką o blond loczkach i niebieskich oczkach gaworzącą rozkosznie w łóżeczku.

W powieści Sylwii Chutnik Dzidzia to dziewczyna z wodogłowiem i bez kończyn, „Dzidzia Warzywko”. Jej prababka zadenuncjowała Niemcom dwie uciekinierki ze stolicy, które po powstaniu warszawskim znalazły schronienie w Gołąbkach.

Wnuczka Stefanii Mutter rodzi niepełnosprawne dziecko jako karę za ten grzech.

Dzidzia występuje w powieści nie tylko jako kara, również jako spisek, święta i trup. Jej matka – Danuta wygłasza przed gmachem Sądu Okręgowego w Warszawie Wielką Improwizację, w której oskarża ludzi i historię o to, że urodziła niepełnosprawne dziecko.

O czym właściwie jest „Dzidzia”? O kalekim dziecku i problemach opieki nad nim, a może o Polsce, o ciągłym odwoływaniu się do przeszłości i poczuciu krzywdy, „że człowiek człowiekowi, ale historia nam wszystkim”.

Posługując się ironią i groteską, Sylwia Chutnik mówi o naszej rzeczywistości widzianej z perspektywy małego miasteczka, gdzie wszyscy wszystko wiedzą, pamiętają i natychmiast mają gotowy osąd.

Autorka demaskuje naszą skłonność do nieustannego widzenia spisków wokół nas, szukania sensacji, domagania się odszkodowań od „rządu pseudopolskiego”.

Z całą bezwzględnością typową dla młodej osoby piętnuje hipokryzję, karmienie się sensacjami medialnymi, ekscytację konkursami smsowymi ( pytanie: „Czy powinno się zabijać tych, co psują nam dobry nastrój?”) czy otwieraniem nowych centrów handlowych ( sceny z otwarcia drogerii Bosman).

Dla Sylwii Chutnik – prezeski Fundacji MaMa - literatura „to tylko narzędzie, liczy się sprawa, którą trzeba wykrzyczeć”.

W „Dzidzi” jest nią na pewno sytuacja matek rodzących niepełnosprawne dzieci, w gruncie rzeczy pozostawionych samym sobie, napiętnowanych, gdy okaże się, że nie radzą sobie ze wszystkimi obowiązkami (wizyta pań z opieki społecznej w domu Danuty Mutter).

Książka nie jest lekturą łatwą i przyjemną. To ten typ literatury, który, jak określa Joanna Bator, „jest wbijaniem igły pod paznokieć”.

Przyznam, że wolę to bardziej niż „głaskanie czytelnika”.

„Dzidzię” zapamiętam na długo, dodatkowo z racji świetnego przedstawienia „III Furie”, do którego tekst powstał w oparciu o książkę S.Chutnik i wspomnienia Stefana Dąmbskiego. Reżyser Marcin Liber stworzył spektakl, który „wbił mnie w fotel”.

Zielony płaszcz z futerkiem z lisa zabrany przez Stefanię Mutter idącej na śmierć kobiecie jest w nim ważnym rekwizytem, a wykrzyczane „Gdzie są chłopcy z tamtych lat… gdzie mogiły…" współbrzmi z pieśnią-hymnem – „Polacy nic się nie stało”!

Tak łatwo potrafimy się usprawiedliwiać…

 

Wiesława Kruszek
DKK przy PBP w Sieradzu

 

 

Tytułowa Dzidzia to kaleka dziewczynka, która dotknięta upośledzeniem fizycznym i umysłowym wymaga nieustannej opieki. Matka całą dobę ją karmi, przewija, nosi na rękach, wyciera usta, gdy ta się uślini. Niestety, swój los traktuje jako karę za grzechy przodków. Przeklina dzień, w którym dziewczynka wydobyła się z niej ustami. Mówi: „Wyszła niczym klucha zbitego makaronu”. Karolinki, bo tak ma na imię córka, zamierzała się pozbyć, sprzedając ją na targu. Nikt nie miał ochoty kupić tej małej istoty. Matka musiała nadal się nią opiekować. Zajmowała się nią, dopóki nie zabrały jej panie z opieki społecznej. Czytając następne rozdziały odkrywamy kolejną ważną informację, że dziewczynka znalazła się w kościele. Występuje w nim jako święta, a jej zadaniem jest przyciągnąć do siebie jak najwięcej wiernych. Ludzie, patrząc na nią, z litości wrzucają więcej pieniędzy na tacę. Miejscowy ksiądz wykorzystał brak świadomości dziecka ,a kiedy przestała przynosić dochody, stała się niepotrzebna nikomu. Bezbronna i schorowana dziewczynka znalazła się na torach kolejowych.

Książka jest ważnym głosem w dyskusji na  temat sytuacji matek dzieci niepełnosprawnych. Warto też poszukać w  tekście Sylwii Chutnik symbolicznych odniesień do historii narodu polskiego.

 

Monika Wilczek z DKK przy PBP W Sieradzu

 

Zdjęcia:

____
* do przeglądania dokumentów PDF niezbędna jest przeglądarka PDF np. Foxit Reader lub Adobe Reader
Powiatowa Biblioteka Publiczna w Sieradzu, Sieradz ul. Żwirki i Wigury 4