Powiatowa Biblioteka Publiczna w Sieradzu rys. Paweł Duraj, 2014
« Czerwiec 2017 »
PWSCPSN
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 

Godziny otwarcia

lipiec i sierpień:

Poniedziałek, środa, piątek 1000 - 1800
Wtorek, czwartek 800 - 1600
Sobota - nieczynne

wrzesień - czerwiec:

Poniedziałek, środa, piątek 800 - 1800
Wtorek, czwartek 800 - 1600
Sobota - nieczynne

Newsletter


Kanały RSSKanały RSS

2017-02-01: 91. spotkanie DKK - powieść “Sto dni bez słońca”

Tematem literackich rozważań podczas 91. spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki była powieść "Sto dni bez słońca" Wita Szostaka. Klubowicze przede wszystkim skoncentrowali się na postaci głównego bohatera książki - Lesława Srebronia. Żyje on w przeświadczeniu, że jego dokonania naukowe odegrają kluczową rolę w historii literatury. Niestety, tylko on tak sądzi. Świat nauki i zwykli zjadacze chleba nie dostrzegają jego pracy. Klubowicze zastanawiali się, czy nazwisko bohatera jest nawiązaniem do wiersza "Srebroń" Bolesława Leśmiana.

W spotkaniu uczestniczyło 11 osób.

Po spotkaniu Pani Wiesława Kruszek napisała recenzję książki.

Recenzja powieści Wita Szostaka „Sto dni bez słońca”

Lesław Srebroń, doktor polonistyki, chciał w ramach programu „Teachers Mobility” wyjechać na stypendium do Oxfordu lub Cambridge. Niestety, na skutek niedopatrzenia trafił na Finnegany (archipelag siedmiu  wysp na północny zachód od Irlandii). Bohater powieści Szostaka spędzi jeden semestr jako wykładowca St. Brendon College w miasteczku Newport. Co prawda ani w atlasie, ani w Wikipedii nie ma najmniejszej wzmianki o tych miejscach, a  jednak doktor Srebroń zapewnia, że to na tym uniwersytecie skupiły się znakomitości humanistyki europejskiej, włączając oczywiście do tego grona i siebie.

I tak przez ponad 450 stron poznajemy historię pobytu naszego rodaka w tym dość egzotycznym miejscu. W krótkich rozdziałach (dobrze się czyta) Srebroń zdaje relację ze swoich dokonań, nieustannie podkreślając swą „wartość i kiełkującą wielkość”.

Wit Szostak stworzył postać megalomana budzącego w czytelniku rozbawienie, irytację i litość. U mnie dominowało to pierwsze, choć muszę przyznać, że czytając kolejne zapiski doktora polonistyki zaczynałam odczuwać współczucie dla tego samotnego naukowca wyśmiewanego przez społeczność nie tylko uniwersytecką, ale i miasteczkową. Irytujące stawało się to, że każde zachowanie innych osób bohater tłumaczy  na swoją korzyść, np. niechęć dziekana do jego wspaniałego projektu ratowania cywilizacji Zachodu pod dumną nazwą Nowa Iona zazdrością i chęcią przypisania sobie zasług należnych przecież naszemu humaniście.

Nikt nie potrafi wytłumaczyć bohaterowi, kim jest naprawdę. Marcin Swoboda, nasz kolejny rodak na Finneganach, mówi mu wprost, jak inni na niego patrzą, jak bawią się jego kosztem, ale Srebroń wie, że to tylko zawiść, kłamstwo i podłość, jest przekonany, że „prawda jest po jego stronie”. Demony, które nawiedzają go na kacu, też nie sprawią, że obudzi się w rzeczywistości. Winą obarczy alkohol i dalej będzie trwał w iluzji. W sumie to przecież wygodna postawa, daje poczucie bezpieczeństwa, utwierdza Lesława w samozadowoleniu.

Cieszy się, że może być członkiem (lepiej fellows) zacnego, w jego wyłącznym odczuciu, grona akademików zajmujących się tak dziwnymi zagadnieniami jak „Pochód penisa w świetle Heglowskiej fenomenologii ducha” czy badanie motywu winorośli we współczesnej prozie Bałkanów. A i sam Srebroń promuje w Newport nieznanego nikomu pisarza Filipa Włócznika, grafomana, którego wielkość widzi tylko nasz doktor polonista, określając go mianem „eremity polskiej fantastyki” i „anachorety słowa”.

Wyszukane, egzaltowane, pełne patosu, napuszone słownictwo i styl „dzienniczka pokładowego” Lesława Srebronia dostarczają dobrej zabawy. Warto przytoczyć też takie sformułowania jak „marmurowe piękno prozy” czy najbardziej znaną polszczyźnie (?) frazę „brązowieją nam palce od łupin”, do tego powtarzające się często słowa „chyżo”, „rączy”, „wybornie”, „pyszna fraza”. Trzeba przyznać, że w tę charakterystyczną frazę wpisują się i końcowe świetne podziękowania autora napisane przez Srebronia. W końcu to on stworzył wspaniałą powieść, w której można (sugeruje to bohater i autor) znaleźć analogie do „Zbrodni i kary” czy „Ulissesa”. Grunt to dobre samopoczucie!

Nie zdradzę oczywiście jak kończy się pobyt „młodego i utalentowanego humanisty” w St. Brendon College. Wspomnę wszakże na koniec o dwóch charakterystycznych dla Finneganów potrawach, to przegrzebki i maskonury po finnegańsku. Nie udało nam się ich zdobyć na nasze klubowe spotkanie, nawet pani Ela, która niedawno wróciła z Dublina, nie natrafiła na ich ślad. Cóż, najlepiej byłoby dotrzeć do Newport, może w charakterze stypendysty. Ponoć „stypendiów jest obfitość”, jak pisze Jan Hartman w felietonie „Granciarze i stypenderki” w nr 2 „Polityki” (11.01. – 17.01.2017), granty też można brać. Wystarczy wyspecjalizować się w pisaniu wniosków i świat stoi otworem! Polecam ten felieton, bo jego treści współgrają  z powieścią Szostaka.

„Sto dni bez słońca” znakomicie poprawiają nastrój w dni bez słońca, a w te pogodne są świetnym jego dopełnieniem.

 

Recenzja Pani Moniki Wilczek:
 

Wit Szostak  w krzywym zwierciadle ukazuje środowisko profesorów akademickich. Akcja powieści celowo rozgrywa się na wymyślonej przez autora uczelni, dzięki czemu zawarte w książce spostrzeżenia zyskują wymiar uniwersalny. Doktor Lesław Srebroń uważa, że ma w życiu do spełnienia wyjątkową misję. Jego celem jest popularyzacja twórczości niejakiego Filipa Włócznika. Swoją misję Srebroń traktuje niezwykle poważnie, choć nikt poza nim nie podziela zachwytu nad twórczością Włócznika.

Podoba mi się, że książka składa się z krótkich rozdziałów o intrygujących tytułach. Ułatwia to czytanie.  

____
* do przeglądania dokumentów PDF niezbędna jest przeglądarka PDF np. Foxit Reader lub Adobe Reader
Powiatowa Biblioteka Publiczna w Sieradzu, Sieradz ul. Żwirki i Wigury 4