Grimm City. Wilk! – recenzja

Bez tytułuLubię Ćwieka. Daleki jestem od stwierdzenia że jego książki są wybitne, czy nawet dobre, ale zazwyczaj są fajnym czytadłem na dwa popołudnia. W ogóle „fajne” to dobre słowo żeby opisać utwory tego pisarza. Grimm City nie jest fajne.

W swojej najnowszej powieści Jakub Ćwiek odchodzi od, typowego dla siebie, lekkiego urban fantasy z mnóstwem odniesień do popkultury, i serwuje nam mroczny kryminał noir. No, w założeniach. W mrocznym (to ważne) mieście Grimm pojawia się Nowy Gracz, inspektor Wolf zostaje zamordowany we własnym mieszkaniu, możliwe że sytuacja ma podłoże religijne, a bohaterowie muszą sobie z tym wszystkim poradzić.

W obsadzie mamy inspektora Evansa, agenta McShane’a, i Alfiego Moore’a, zwykłego gościa który wpadł w to wszystko przypadkiem. Wszyscy trzej za bardzo się od siebie nie różnią, i wpasowują się w typowy dla Ćwieka schemat: pyskaci, trochę narwani, przeklinają. W lekkim urban fantasy to działa, tutaj niekoniecznie.

Mam też problem z fabułą tej książki. Są tu przeplatające się dwie sprawy kryminalne, ale chyba ani razu nie odniosłem wrażenia żeby bohaterowie byli detektywami. Większość zagadek rozwiązuje się jakoś tak przypadkiem, a do tego zakończenie… Znacie to uczucie satysfakcji po skończeniu jakiejś książki? Tutaj go nie ma, za to bardzo odczuwalny jest fakt że „Wilk!” to wprowadzenie do dłuższej historii.

Za to na plus wypada konstrukcja świata. Grimm City jest zbudowane na ciele olbrzyma i napędzane jego smolistą krwią, a dobrze znane wszystkim baśnie i bajki (np. „Czerwony Kapturek” czy „Jaś i Małgosia”) są tutaj religią. Aż chciałoby się dowiedzieć więcej, dostać kolejne kawałki lore’u, który zdecydowanie jest najlepszym elementem książki. Niestety, przy opisywaniu tego świata zawiódł trochę warsztat autora. Miasto Grimm jest brudne i mroczne, a zazwyczaj przejawia się to tym, że narrator mówi nam że miasto jest brudne i mroczne. Nie czuć tutaj klimatu, brakuje wpływających na wyobraźnię opisów. Są oczywiście opisy które próbują, ale nie odnoszą zamierzonego efektu.

Czy warto? Jak ktoś lubi Ćwieka (jak ja) to sprawdzi, najwyżej się nie spodoba (jak mi). Jak ktoś tego autora nie lubi lub nie zna to nie polecam, bo pierwszy tom Grimm City jest po prostu słaby.

3/10

2 myśli nt. „Grimm City. Wilk! – recenzja

  1. Karolina

    Właśnie dziś skończyłam czytać. Męczyłam się przy tej książce całkiem nieźle, zaczęłam chyba w piątek (co tam, że Open Hair w międzyczasie był), a skończyłam parę godzin temu. Porwałam się na Grimm City, bo seria o Chłopcach była dla mnie strzałem w dziesiątkę. Grimm City to jakieś nieporozumienie. Ostatnie strony były najlepsze – bo ostatnie, wiedziałam, że zaraz koniec i będę mogła rzucić tę książkę w kąt. I tak też zrobiłam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *