Skokowcem po Galaktyce – wywiad z Marcinem Podlewskim

Tym razem przenosimy się w Kosmos. Będzie poważnie, dostojnie i…ciekawie, jak zresztą przystało na tematykę przestrzeni, gdzie człowiek dopiero raczkuje. Space opera, kosmiczna postapokalipsa, nazwy różne ale wiadomo, co będzie: człowiek, obcy i akcja 🙂 Marcin Podlewski stworzył spójne uniwersum z postaciami jako żywo wyjętymi z filmu. Takie były moje pierwsze wrażenia po lekturze. A kolejne? Złoto dla zuchwałych i westerny. Jeśli nie boicie się „odrobiny” nauki, zapraszam w podróż z kapitanem Myrtonem Grunwaldem!

3-580

Skąd pomysł na Głębię?

Z kilku spraw. Po pierwsze, panował wtedy niesamowity boom na powieści fantasy czy powieści postapokaliptyczne. Zewsząd napierały Wiedźminy, elfy, Stalkerzy… To było oczywiście sympatyczne, ale potrzebowałem ugryźć kompletnie nowy temat tym bardziej, że zawsze pragnąłem napisać space operę. I choć w „Głębi” mamy w zasadzie świat postapokaliptyczny – czyli dotknąłem nieco popularnych klimatów, to jest to jednak opowieść, której akcja rozgrywa się na przestrzeni całej Drogi Mlecznej, a dokładniej – Drogi Mlecznej, która po kilku potwornych plagach i wojnach zmieniła się w Wypaloną Galaktykę.


Sprawa numer dwa to wielka chęć zmierzenia się z tematem. Space opera zawsze wydawała mi się swoistym Rubikonem do przekroczenia. Miałem takie do tej sprawy podejście, ponieważ chciałem ten temat potraktować na poważnie. Statki kosmiczne w nieokreślonym sektorze galaktyki, lasery i bajery są oczywiście sympatyczne, ale ja chciałem, by było i sympatycznie i naukowo. Stąd zawarte w książce realne sektory Drogi Mlecznej, mapy czy technikalia – rzecz jasna nie przytłaczające samej fabuły.
Sprawa trzecia i ostatnia – po prostu musiałem tę Głębię napisać. Głównie dlatego, że jej po prostu nie było, a bardzo chciałem przeczytać taką właśnie książkę 🙂

Futuristic soldier

Źródło: http://fabrykaslow.com.pl/category/pliki-do-pobrania/

Jakie były twoje inspiracje, nie tylko fantastyczne?

Generalnie, trudno powiedzieć. Swojego czasu bardzo dużo fantastyki czytałem – i czytam nadal, zatem to, co w cyklu teraz jest to istna mieszanina inspiracji plus pomysły własne. Czytelnicy porównują cykl do „Diuny”, „Warhammera 40K”, książek Reynoldsa, cyklu Endera, Lema… Niektóre z tych porównań są oczywiście budujące, ale w pewnym momencie inspiracje przekraczają pewną wartość krytyczną i „Głębia” staje się podobna do wszystkiego. To mi nie przeszkadza. Poumieszczałem zresztą w cyklu oczywiste nawiązania – jest tam nawet Lem, którego upchałem na stołek astrolokatora, piosenki Davida Bowie czy delikatne nawiązania do popularnych sag – na tyle jednak, by nie przekroczyć dobrego smaku. „Głębię” można oczywiście czytać nie znając kompletnie space oper, ale ci, którzy siedzą w fantastyce od lat znajdą pewne tropy – wyraz szacunku dla tych, którzy od dekad serwują nam swoje wizje światów SF. Co do reszty inspiracji… owszem, pewne zagadnienia filozoficzne, które nie dają mi spokoju też pojawiają się w cyklu, ale są one na razie delikatnie zaznaczone.

Steampunk, postapokalipsa ale i… space opera. Jak zareklamowałbyś potencjalnemu czytelnikowi swoje książki, ewentualnie okrutnie go zachęcił ostrą krytyką?

Steampunku w powieści w sumie jest niewiele, choć niektóre rozwiązania – takie jak choćby parowy chodzacz Waltera Dinge się istotnie pojawiają… Hmmm… Jak bym zachęcił? Pozwoliłem sobie napisać swojego czasu na ten temat skromną polecajkę. Brzmi ona tak:

„Przejdź przez właz wsłuchując się w szum maszynerii i echo własnych kroków.
Posadzka jest chłodna i drży. Przez dostępowy korytarz dobiega komputerowy terkot i pisk zapalanych lamp. Nie słyszysz już, jak właz zamyka się z hydraulicznym świstem i jak ożywa rdzeń, pulsując energią w rytm twojego serca. Idziesz przed siebie, drapiąc swędzący pośladek, podczas gdy na monitorach stazo-nawigacji rozkwita srebrny pył gwiazd. Twoich gwiazd, uwięzionych w galaktycznych Ramionach.
Fotel jest pocerowany i stary, pachnie skórą i rozlanym sto lat temu piwem.
Siadasz, leniwie klepiąc w interfejs dotykowego holo. To tam — Ramię Łabędzia i wieczność.
Wygnani Obcy i wypalone systemy. Układy usiane pasami asteroid i energetycznych prądów. Mgławicowy gaz i zimne wraki okrętów.
Cefeidy, meteory, podwójne karły i perły z rozłupanych planet.
Wypalona Galaktyka.
Napęd głębinowy już drży. Dotknij nawigacyjnej konsoli. Złap za uchwyt sterowniczy i uwierz.
Bo ten skokowiec jest twój. Zawsze był.”

glebiat2-tapeta1600x1200

Źródło: http://fabrykaslow.com.pl/category/pliki-do-pobrania/

Tradycją stało się, że pytam pisarzy, czy nie korciło ich napisanie sentymentalnej powieści z małym dworkiem w tle albo kryminału.

Jasne, czemu nie 😉 Gdzieś taka powieść zalega u mnie w szufladzie… rzecz jasna, ze wczesnego okresu, zatem do publikacji się nie nadaje. Co do kryminału – pożyjemy, zobaczymy 😉

Swego czasu była zabawa w typowanie postaci do adaptacji filmowej Głębi. Jak sądzisz, czy ta wizja ma szansę się spełnić? 

Pewnie, że tak 😉 Dlaczego? Bo Polacy udowodnili właśnie, że potrafią kręcić dobre filmy SF. Świetnym przykładem jest tu cykl „Legendy” Bagińskiego. Widać tu profesjonalizm na wysokim poziomie, szczególnie w przypadku opowieści o Twardowskim. To czy jednak któryś z reżyserów chciałby wziąć „Głębię” na warsztat, to już sprawa zależna od wielu czynników. Powieść pewnie nadawałaby się by gładko ją przełożyć na film czy serial, ale takie decyzje w Polsce są zależne od tego, czy pracę reżysera zechce opłacić taki czy inny sponsor. Ambitne projekty kina niezależnego nie potrzebują takich nakładów finansowych, ale profesjonalny film SF – już tak. Kinowy, czy telewizyjny obraz to produkcja, na którą składa się wiele, niekiedy przyziemnych, czynników. Ale, rzecz jasna, trzymam kciuki za „Głębię” na dużym lub małym ekranie.

Nad czym ostatnio pracujesz?

Nadal nad „Głębią”. Do Fabryki Słów poszedł właśnie trzeci tom, a ja przymierzam się do napisania ostatniego, czwartego tomu cyklu.

Kosmos. Człowiek. Skąd przyszliśmy? Dokąd zmierzamy? Tymi ,jakże odkrywczymi stwierdzeniami, zamierzam Cię zachęcić do popłynięcia w dyskusję o podboju Kosmosu. Jak sądzisz, dlaczego nieco zastopowało i co będzie dalej? Kto z kim albo czy tylko prywatny sektor? Dożyjemy misji na Marsa i lądowania obcych w Watykanie?

Na tak postawione pytania spróbowałem na razie odpowiedzieć w trzech tomach „Głębi” 😉 A dlaczego nieco sprawa naszej kosmicznej ekspansji nieco zastopowała? Nie, jest wręcz odwrotnie! Dopiero co złapaliśmy kometę. Codziennie mamy świeże fotki z Marsa i od sondy Cassini. Za moment miliarder Elon Musk wyśle ludzi swoją nową rakietą na Czerwoną Planetę w celu jej kolonizacji… Szczerze – gdybym zobaczył taki fragment wywiadu w jakimś piśmie dwadzieścia lat temu, pomyślałbym, że czytam SF… 😉 Generalnie – jest dobrze. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy już siadać w rakietę Muska czy testować napęd… hmmm… głębinowy NASA na IXS Enterprise (bo takie prace podobno trwają, choć chodzi o napęd Alcubierre’a, projektowany przez zespół doktora Harolda G. White’a), ale prace nad eksploracją kosmosu posuwają się do przodu nie miesiącami czy nawet latami, a dekadami. Jak nie wierzycie, pograjcie w stary, dobry Master Of Orion czy w inną strategię 4X. Tam kliknięcie „jednej tury” oznacza niekiedy kilkunastoletni przeskok. Niestety, nie ma lekko. Na szczęście, zawsze możemy pozwiedzać Galaktykę z pomocą literackiego skokowca…

Dzięki za chwilę, którą nam poświęciłeś i… czekamy na kolejne części!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *