90., 91. i 92. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja z trzech spotkań

Lutowe, marcowe i kwietniowe spotkania upłynęły pod wpływem zmieniającej się szybko sytuacji na świecie i w kraju, związanej z epidemią. Klub też musiał przestawić się na inne działanie – online. Jak długo, na razie nie wiadomo…

Na lutowym spotkaniu omawialiśmy niecodzienne filmy fantastyczne, adaptacje książek T. Pratchetta (Wiedźmikołaj, Kolor magii, Piekło pocztowe). Chwilę poświęciliśmy również filmom telewizyjnym oraz serialowi The Watch, który wykuwa się w trudach i znojach. Co z tego wyjdzie, okaże się może niedługo, chociaż wiadomo, że wszystko się poprzesuwa. Co do samych filmów, są specyficzne i ociekają typowo angielskim humorem i poczuciem sensu świata 🙂 Jedni mogą to kochać, inni będą narzekać. Z pewnością jednak warto spróbować obejrzeć chociaż jeden tytuł, aby wyrobić sobie własne zdanie, bez oglądania się na opinie domorosłych internetowych krytyków.

Marcowe spotkanie to oczywiście rocznica. Piękna, okrągła i radosna! To już pięć lat istnienia Klubu! Było lepiej, było gorzej, ale działamy. Rocznica była „na słodko” z kolejnym klubowym gadżetem: podstawką pod kubek czy szklankę z oczywistym motywem smoczyska (kto był, ten dostał; a kto nie był, ma szansę dostać na kolejnych spotkaniach). Rocznica była także okazją do wyprodukowania druku ulotnego – dokumentu życia społecznego, jak uczenie mawiają bibliotekarze z okolicznościowym tekstem i rozmów o pierwszych spotkaniach: kto i kiedy bywał oraz na ilu spotkaniach. Obejrzeliśmy prezentację przygotowaną przez Tomka o naszym Klubie – liczby, fotki i podziękowania!

Prawdziwi weterani byli na wszystkich, z uwzględnieniem sobotnich spotkań z grami, które nie wliczały się do oficjalnej numeracji KMF-ów. Ludzie, którzy bywali, tematy, które były bardzo interesujące, zarówno cząstkowe, jak i przekrojowe. Nie mogliśmy nie wspomnieć o autorze loga i wpływie loga na bieżącą działalność (nie ukrywajmy, że smok jest potężną osobowością i wytwarza sporo pozytywnej energii, oby tak dalej!).

W końcu, kolejne marcowe spotkanie okazało się być już kwietniowym i odbyło się online, za pośrednictwem fejsbukowej grupy dyskusyjnej. Temat był bardzo frapujący, jak zwykle zresztą na naszych spotkaniach, dotyczył filmów ponadczasowych, poza wszelkimi klasami oglądalności – żadne tam B, C, Z; tylko filmy klasy superpremium! Nieoceniony znawca tematyczny filmów nonsensownych, złych, ale fajnych – Tomek, przygotował nam niezły rajd po twórczości, tym razem jednego pana, ale za to prawdziwej gwiazdy wśród najgorszych (spośród najlepszych oczywiście) – Neila Breena. Czy filmy Breena są kuriozalne? Być może ale czasami lepiej poświęcić chwilę na wyławianie smaczków i poprawę humoru niż na męczenie się z nowoczesną (ale dość szajsowatą) popkulturą 🙂 KIm jest Breen? Jest to już wiekowy jegomość. Dorastał na wschodnim wybrzeżu USA, został architektem i pracował w Kaliforni. Filmy robi z pasji. Wszystkie są niskobudżetowe. Popularność zyskał po popełnieniu swego drugiego filmu I am here… now. Zyskuje coraz większą sławę. Są dostępne w internecie spotkania autorskie z nim w roli głównej.

Czym się cechują jego filmy? Wszystkie tworzy od „A” do „Z”. Sam zatrudnia aktorów, pisze scenariusz, jest producentem, reżyseruje i gra zawsze główną rolę (w ostatnim filmie podwójnie). Główni bohaterowie, czyli On sam, zawsze mają wyjątkowe moce bądź umiejętności. Efekty specjalne porażają taniością, złym montażem i powtarzalnością (jedna sekwencja wybuchu kilkadziesiąt razy podczas filmu). Scenariusz zwykle nie trzyma się kupy i w zasadzie w dużej mierze to zlepek pojedynczych niepowiązanych ze sobą scen. Gdyby pomieszać kolejność, to nie miałoby to większego znaczenia (bieganie po pustyni w Double down). Podczas kręcenia widać, że Neil bardzo się angażuje, jednak efekty są bardzo bolesne dla oczu. Neil zawsze otacza się młodymi atrakcyjnymi kobietami. Wygląda na to, że stara się pokazać publiczności, że ma powodzenie u płci przeciwnej, przynajmniej na ekranie. Istnieje teoria, według której filmy Neila powstają, żeby autor mógł zaznać kontaktu fizycznego z aktorkami.

Krótka recenzja Pass thru 2016. Na pustyni grupa gangsterów przemyca porwanych ludzi przez pustynię. Gdy docierają do miejsca gdzie bez powodu leży główny bohater, okazuje się że jest tam straszny bałagan. A jak wiadomo jeśli przyjedzie patrol pograniczników i znajdą śmieci, to bez wątpienia gangsterzy narażą się na niebezpieczeństwo. Pod groźbą odebrania życia, każą posprzątać śmieci na pustyni, jako zapłatę oferując heroinę. Główny bohater zażywa i umiera. Odradza się jako sztuczna robotyczna inteligencja z przyszłości. Za cel stawia sobie wyeliminowanie 300 milionów złych ludzi. Pojawia się znikąd podczas rozmów skorumpowanych bogaczy i polityków, zwracając im uwagę, że  to co robią jest złe. Gdy już się zdecyduje, żeby odebrać komuś życie, osoba znika. Ciekawą bohaterką jest przywódczyni bandytów, która wszystkie kwestie wypowiada krzycząc, co ma potęgować nastrój niepewności gdy z plastikowej broni zabija kolejne osoby. Film obfituje w dobrze już znane motywy biegania po pustyni. Koniec końców jedna z młodych dziewczyn uratowanych od gangsterów, w widoczny sposób okazuje swoje zainteresowanie fizycznością głównego bohatera. Film jest fuzją wszystkich poprzednich trzech dzieł artysty, łączy w sobie dobrze sprawdzone motywy pustyni, nadnaturalnego wszechmogącego bytu i walki z korupcją. W napisach końcowych jest wymieniona imponująca ilość firm współodpowiedzialnych za powstanie filmu, gdy dochodzimy jednak do samego końca, pojawia się napis mówiący, że firmy z literkami „N” i „B” sa fikcyjne. Czyli wszystkie. Ciekawostką jest pojawienie się tygrysa, który jest kiepsko wklejony podczas niektórych scen na pustyni.

Jeśli ten opis was nie zachęcił to może zrobi to podsumowanie. Elementy wspólne:
– młode kobiety dostępujące zaszczytu zbliżenia, bądź za wszelką cenę dążące do niego z głównym bohaterem,
– pustynia i długie dziwne ujęcia. Bieganie, siedzenie i kręcenie się na pustyni,
– złe efekty,
– laptopy,
– nieprowadzące do niczego dialogi, w których źli ludzie podkreślają, że są skorumpowani,
– superzaawansowana inteligencja, bądź nadnaturalna moc Neila.
– na plakatach promocyjnych zawsze jest jego twarz.

Warto, bo można! A można, bo powinniśmy 🙂 Kolejne spotkanie będzie również filmowe, ale pod kątem wtop, czyli jak znani aktorzy występem w jednym lub kilku filmach znacznie ograniczyli (lub drastycznie skrócili) swoją karierę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *