106. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Na kolejnym jesiennym spotkaniu zajęliśmy się twórczością nowych polskich pisarzy fantastycznych. Potraktowaliśmy zagadnienie szeroko i chwilę poświęciliśmy autorom, którzy niedługo mogą być sławni i nagradzani (jak R. Rak!). W tej wyliczance oprócz A. Saulskiego, M. Liziniewicza, D. Komorowskiego, C. Zbierzchowskiego, T. Sobiesieka znaleźli się oczywiście autorzy z Genius Creations tacy jak M. Guzek, M. Jamiołkowski czy J. Wróbel.

Interesującym było zastanowienie się nad kondycją polskiego rynku fantastycznego, jak i rolą wydawców w kształtowaniu gustów i mód czytelniczych. Doszliśmy do wniosku, że rynek powoli się nasyca i każdy może znaleźć coś dla siebie – czy to czytelnik fantasy, czy science fiction, chociaż widać pewne prawidłowości w próbach debiutantów: są one związane także ze światem filmowym, czy popularnością, boomem konkretnych tytułów (np. mody na fantasy historyczne czy słowiańszczyznę).

Godnym odnotowania faktem jest, że nawet debiutanci próbują tworzyć swoje uniwersa, tak żeby łatwiej było im się później poruszać w zastanym świecie. I… w celu przyciągnięcia oraz utrzymania czytelników. Skrytykowaliśmy postawę Fabryki Słów, która w opinii klubowiczów zamknęła się nieco na nowe nazwiska (boi się ich? boi się ryzyka?), eksplorując już znane marki ze starej czy starszej „gwardii”. Jest to dziwne, biorąc pod uwagę cele jakie przyświecały FS na początku ich drogi. Dobrze, że istnieje Genius Creations, które również powoli przebija się do świadomości miłośników fantastyki oferując nie tylko dobrą pulpę, czytadła, ale i ambitniejsze pozycje.

Wśród zagadnień poruszanych w tej części spotkania znalazła się także kwestia „zdrady” fantastyki przez pisarzy, którzy wypromowali się na niej, a potem z rzadka się do niej przyznają lub w ogóle zapominają (wstydzą się?) skąd wyszli. Ich pęd ku mainstreamowi jest żenujący. Czy znane wydawnictwa chcą, czy niekoniecznie – życie i tak upomni się o nowe twarze, i jeśli nie wydadzą to jedni, zrobią to drudzy lub… będzie coraz więcej debiutów na pograniczu selfpublishingu czy fanfików. Na razie nie jest to zagrożeniem, ale na innych rynkach selfpublishing śmiało dociera pod strzechy.

W drugiej części spotkania omówiliśmy opowiadanie Dawida Cieśli „Na skraju światów”. W opinii klubowiczów był to ledwie wstęp do kreacji uniwersum czy większego objętościowo tekstu. W tekście znalazło się sporo niedomówień związanych z miejscem akcji czy chronologią, ale samo opowiadanie czytało się przyjemnie. Mamy tam nawiązania (easter eggi!) do Dukaja czy Strugackich i recykling kulturowy na pograniczu steampunku (kojarzący się z cyklem Materia Prima A. Przechrzty) z obowiązkową enklawą i światem alternatywnym. Do końca nie wiemy, jak bohaterowie funkcjonują w świecie, który dla nas jest alternatywny a nasz, dla nich – miejscem zbierania artefaktów. Czy w ogóle żyją? Wiemy tylko, co doprowadziło do tego przedziwnego stanu zawieszenia, kojarzącego się z klasykiem F. Browna, który opisał w książce „Ten zwariowany wszechświat”.

Opinia Tomka (TS):

„106. spotkanie to nowe twarze polskiej fantastyki. Dzisiejsza fantastyka to już nie Lem, Sapek – to wielu utalentowanych pisarzy tworzących różnorodne światy. Dzisiejszy odbiorca nie zamyka się w wąskim świecie, może dzięki różnorodności zatopić się w wielu światach. Na spotkaniu poruszyliśmy kwestie wielu pisarzy, oczywiście nie zabrakło Radka Raka i jego wielkiego sukcesu, jakim jest nagroda Nike. Właśnie jego przywołanie poruszyło temat przebicia się pisarzy fantastyki do czytelnika. Mnogość pisarzy to też minus, ponieważ wiele wartościowej literatury znika i nie przebija się, a wielu młodych pisarzy ma problem z dotarciem do czytelnika. Często to szum medialny decyduje o sukcesie komercyjnym książki. W drugiej części spotkania rozmawialiśmy o opowiadania nominowanym do Nagrody Zajdla. Było to opowiadanie Dawida Cieśli „Na skraju światów”. Opowiadanie to jest zalążkiem ciekawego uniwersum. Autor nawiązuje do klasyków gatunku Lema, braci Strugackich. Dla mnie kojarzy się trochę z Piknikiem na skraju drogi czy filmem Incepcja. Doszliśmy do wniosku, że opowiadanie ma potencjał, ale jest dużo niedomówień i czasem brak wyjaśnienia pewnych wydarzeń, zjawisk”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *