Archiwa tagu: autorzy

Kocham nikogo

W zamierzchłych czasach kiedy autor tego posta uczęszczał jeszcze do gimnazjum, nikt z moich znajomych nie słyszał jeszcze o Facebooku, gorączka Naszej Klasy miała dopiero nadejść. Mimo to młodzież i tak miała swoje sposoby na upamiętnianie dla potomnych swoich głębokich przemyśleń, żali oraz tego, co ich akurat nurtowało.

d

Takim miejscem dla moich kolegów i koleżanek był długi solidny stół oraz generalnie cały budynek przystanku autobusowego w Brzeźniu. Niestety w chwili gdy piszę te słowa rzeczony obiekt nie istnieje już od kilku lat zastąpiony przez stację paliw. Jednak w mojej pamięci na zawsze utkwiło jedno z utrwalonym przez anonimowego ucznia lub uczennicę przemyślenie, którym mam się z wami teraz zamiar podzielić.

Czytaj dalej

Pisać sobą niezależnie od klimatów – wywiad z Marcinem Przybyłkiem

Kontynuując „wywiadowanie” gościmy Marcina Przybyłka, o którym ostatnio jest szczególnie głośno, z uwagi na „Orła Białego.” Ale zaraz sami zobaczycie, ile ciekawych kwestii autor porusza!

Która z Twoich książek osiągnie megasukces, a z której jesteś szczególnie dumny?

O, a dlaczego to oddzielać? Czy jeśli jeden z czytelników pisze, że powieść „Sprzedawcy lokomotyw” pomogła mu przetrwać bolesną chorobę, a inna czytelniczka opowiada, że „Obrazki z Imperium” pozwoliły jej poradzić sobie z depresją, mam być dumny czy uznać to za sukces? Jak definiujesz sukces i dumę?

No dobrze, domyślam się. „Sukcesem” jest dobra sprzedaż, a „dumą” napawa dobry tekst, czy tak? Jeśli przyjmiemy taką optykę, dumny jestem z „Obrazków z Imperium”. To naprawdę dobra powieść. I znowu zacytuję jednego z czytelników: „Po lekturze „Obrazków z Imperium” uważam Cię za coś w rodzaju geniusza”. Zabawne i znamienne, czyż nie? Chyba już nigdy nie pokuszę się o napisanie tak rozległej i rozbudowanej powieści s-f.

Zaś sukces finansowy przyniesie, mam nadzieję, „Orzeł Biały”, rzecz niezwykle dynamiczna, epicka, wzruszająca, a przy tym pełna humoru.

13709467_10205975435296003_1818300415_o

Jesteśmy tuż po premierze Orła Białego. Czy tylko ja widzę na okładce coś podobnego do Orła Zwycięskiego z Wielkiej Rzeczpospolitej? http://wielkapedia.wikia.com/wiki/Orzeł_Zwycięski

Rzeczywiście jest podobieństwo. Oba obrazy są dumne, agresywne, z obydwoma można się identyfikować (w przeciwieństwie do obecnego orła heraldycznego – estetycznego, ale przedstawionego ze zbyt małym rozmachem. Zresztą w heraldyce nie ma „zamaszystych” symboli). Jestem jednak pewien, że Łukasz Matuszek nie wzorował się na Orle Zwycięskim. Pracował (konsultując się ze mną) nad wizerunkiem Stalowego Orła wiele, wiele miesięcy i zaczynał od zupełnie innej koncepcji, niemającej z tą powyżej nic wspólnego. Wszystkie etapy pośrednie są w archiwach jego i moich.

Czytaj dalej

Złe książki dobrze podane – kilka pytań do Michała Gołkowskiego

Przy okazji premiery nowej książki Michała Gołkowskiego „Moskal”, w KMF-ie dojrzała myśl, aby zapytać autora o parę kwestii. Autor przystał na propozycję i mamy efekt, jak poniżej. Zapraszamy do lektury (także i „Moskala”!)

MG
Źródło: http://fabrykaslow.com.pl/autorzy/michal-golkowski/

Golkowski_TV01

Gdyby miał Pan zachęcić do lektury Moskala, ewentualnie, zniechęcić żeby i tak czytelnicy sięgnęli z przekory 😉

Zła książka, zła do szpiku kości. Autentycznie odetchnąłem z ulgą, gdy postawiłem ostatnią kropkę – tak bardzo zryło mi beret jej pisanie. Artur Wiktorowicz wgryzł mi się w duszę i chyba na zawsze w niej już zostanie.

Kierunek Wschód, tam musi być jakaś cywilizacja? Blaski i cienie rosyjskiej duszy.

Mój stosunek ze Wschodem to czyste wahadło miłość-nienawiść, czyli w zasadzie patologia. Nie potrafię bez tej wschodniej części mojej duszy żyć, a z nią żyć się po prostu nie da. Połowa mego serca jest rosyjskojęzyczna, i przyjmuję ruskość z pełnym dobrodziejstwem inwentarza.

Znajomy czytając Szczura stwierdził, że brakuje w Pana twórczości dobrej powieści szpiegowskiej, co Pan na to? Czy w planach jest eksplorowanie innych podgatunków?

Jedno słowo: „Konigsberg”, czyli trzeci tom Stalowych Szczurów. Nie mam zamiaru się ograniczać, lubię eksperymenty – z narracją i nie tylko.

Gdybym nie pisał książek to…Proszę wymienić 5 zajęć, którymi można się zająć, bez szkody dla inteligencji (i zdrowia).

Tłumacz ustny, co i tak już robię; tłumacz pisemny, co i tak już robię; pracownik fizyczny ogrodowy, co bardzo lubię; ruski bandyta, o czym marzę od małego; Cesarz Świata, do czego dążę.

Czytałem ostatnio Lichwiarza Noczkina i przyznam, że świat przedstawiony był plastyczny, jak i kreacja bohatera. Nie wiem na ile to zasługa tłumacza ale wciągnęło.

„Lichwiarz” to bardzo ciekawy przypadek, gdzie w zasadzie trywialna historia staje się majstersztykiem przez narrację autora i postaci bohaterów. Ja wyłącznie starałem się nie zgubić oryginalnego, lekko nostalgicznego i lirycznego klimatu tej przeuroczej opowieści.

Jak ocenia Pan fantastyczny światek w Polsce? Silny autorami, czytelnikami czy jednak tak sobie?

Nie jest prawdą, że mało czytamy. Czyta może i niewielu, ale namiętnie i z pasją, wręcz nałogowo. Nie chcę pisać dla wszystkich, nie chcę robić literatury jak kiełbasy w sklepie i modlić się, żeby ktoś ją kupił – to towar luksusowy 😉 Moim zdaniem literatura w Polsce ma się świetnie i zrobię wszystko, żeby nie zaniżać jej poziomu.

Dziękujemy za czas poświęcony i pozdrawiamy życząc kolejnych udanych książek!

Dla chętnych:

Spotkanie z Łukaszem Orbitowskim

zdj

Na spotkania autorskie zawsze idę trochę z duszą na ramieniu. Czy autor nie okaże się megagburem, albo czy nie będzie pogrywał z pytającymi? Albo czy nie okaże się nieśmiałym milczkiem, nudziarzem, czy też nie będzie po prostu wyczerpany kolejnymi spotkaniami i nie oleje swojego audytorium? Rozum mówi swoje, że przecież po to przyjeżdża żeby się wypromować, pogłębić więź z czytelnikami oraz, że to przecież osoba kulturalna, na poziomie. A jednak niepokój się utrzymuje. Na szczęście w przypadku wczorajszego spotkania moje obawy okazały się irracjonalne i niepotrzebne, a sam Łukasz Orbitowski okazał się bezpośrednim i szczerym facetem, ze sporą wiedzą i…kilkoma lukami w pamięci (hehehe). Czytaj dalej