Archiwa tagu: czytadła

XIII spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Trzynaste spotkanie upłynęło pod sztandarem ruralnego bohatera na miarę naszych możliwości. Bimbrownika, egzorcysty-amatora, hieny cmentarnej, zbawcy nowoczesnej Europy i Polski – Jakuba Wędrowycza oraz jego przyjaciół, wrogów i…tych, co zostaną kiedyś upolowani i zjedzeni 🙂

wedr

wedr2

[fotki dzięki Monice]

Jako, że raczej zaliczam się do przyjaciół Jakuba broniłem tych jakże ważnych dla współczesnej kultury czytadeł, uczciwie przyznając, że są lepsze i gorsze opowiadania a np. Trucizna niestety nie zalicza się do udanych – z pewnością z trzech, które Klubowicze otrzymali do przeczytania Wykład był jednym z ciekawszych opowiadań a na pewno zaskoczył finalną sceną! Autor mógłby nieco odpocząć od Jakuba bo ostatnie produkcje wyszły lekko przekombinowane ale pierwsze nadal dają radę i fajnie jest do nich wrócić.

wedr3

wedr4

wedr5

Czy inni Klubowicze także się przekonali do tego rodzaju lektur, trudno powiedzieć. Jak zwykle, jednym się podobało, innym nie ale może kiedyś niezdecydowani poczytają (niech zaczną od Wieszać każdy może). W każdy razem rozgorzała ognista dyskusja – bez wody ognistej! Za to z chipsami, ciastkami, herbatą itp. utensyliami. Było śmiesznie ale nie straszno i jak to bywa w podobnych dyskusjach nastąpiło poplątanie z pomieszaniem – wątki fantastyczne odjechały w stronę historyczną -> reductio ad Hitlerum – historie alternatywne zawsze w modzie! Klubowicze dostali także „łamacze głów: (labirynt, krzyżówka) a kolejne już się gotują.

wedr6

wedr7

A oto relacje na gorąco, na żywo ale w studio:

Patryk: Wędrowycz jest spoko do poczytania, czasem drętwy humor, czasem przesadzony ale w sumie lubię poczytać dla rozluźnienia – nie ma wysokiego przekazu.

Monika: 6 listopada odbyło się kolejne spotkanie klubu miłośników fantastyki „Sagitta”. Omawialiśmy opowiadania Pilipiuka. Głównie z kronik Jakuba Wędrowycza. Najciekawszy był Wykład i Głowica. Natomiast Bajka dla Wnuczka pozostawiała wiele do życzenia. Pod względem pedagogicznym nie powinno się dzieciom opowiadać takich bajek. Nawet wnuczek okazał się być bardziej inteligentny od dziadka. Sama forma bajki ciekawa, lekka do przeczytania. Jeśli pozostałe opowiadania autora są podobne, to warto sięgnąć do powieści autora. Zachwycaliśmy się nie tylko opowiadaniami Jakuba Wędrowycza, ale żywo poruszaliśmy tematy na temat zdolności plastycznych Hitlera.

wedr8

wedr9

Paweł: Przeczytałem pierwszy zbiór opowiadań z Wędrowyczem i nie jestem zachwycony. Mam wrażenie, że spodobałby mi się bardziej kilka lat temu, gdy miałem mniej do czynienia z tym typem poczucia humoru, obecnie wydaje mi się ono nieco wyeksploatowane i przestarzałe. Mogę się oczywiście mylić, bowiem na spotkaniu były też osoby sporo ode mnie młodsze i na nich również wybrane opowiadania nie zrobiły najlepszego wrażenia. Niemniej, warsztatowo krótkie formy są bez zarzutu, czyta je się szybko i sprawnie, niewiele po nich jednak zostaje w pamięci. Wiadomym jest, że nie miała to być ambitna literatura, jednak oczekiwałbym, że jakiś gag czy tekst bohatera wyryje swój ślad w pamięci, a tu na taki nie trafiłem. Zaufam jednak rekomendacjom co niektórych klubowiczów i na pewno sięgnę po inne pozycje Pilipiuka (niekoniecznie związane z Wędrowyczem, jednak nie kupuję tej konwencji) – zwłaszcza zachęcają mnie opinie o dobrze przygotowanym tle historycznym w jego książkach. Łącząc to ze sprawnym piórem autora, spodziewam się ciekawej lektury!

Tomek: Jakub Wędrowycz – bimbrownik, złodziej recydywista, posiadający ciekawą i obszerną kartotekę w Komendzie Policji w Wojsławicach. Dla jednych bohater, dla innych szaleniec, dla mnie utożsamia wszystkie cechy, jakie powinien posiadać rasowy egzorcysta. Nie lęka się. Może jest to spowodowane bimbrem i kolorową fantazją ale w spotkaniu z duchami, wampirami czy mafiosami nie lęka się i to jest ważne.  Jakub jest przeciwieństwem Wiedźmina – ten, o problemach natury egzystencjonalnej, zakochany w kruczoczarnej piękności, szukający dziecka przeznaczenia, błąka się, nie wie co począć, kiedy Wędrowycz dobrze wie: napić się bimbru i życie jest prostsze.

XIII spotkanie KMF Sagita poświęcone było właśnie Jakubowi Wędrowyczowi, antybohaterowi tudzież bohaterowi Wojsławic i Starego Majdanu, pogromcy wszelkiego plugastwa tej ziemi. Rozmowa klubowiczów na XIII (dla przesądnych, pechowym spotkaniu) była dla nas ciekawa i interesująca; fakt faktem, że kilka razy z prozy skręciliśmy w dzieje historii nowożytnej ale dzięki temu rozmowa była jaskrawa. Szukaliśmy odpowiedzi, czy Jakub się skończył ale jak dla mnie tacy bohaterowie żyją wiecznie, co jest odzwierciedlone w książkach. Takiego egzorcysty to nawet w piekle się boją i bardzo dobrze; lepiej się śpi, gdy wiadomo, że w Wojsławicach żyje taki kłusownik.

*****

Właśnie! Takich praktyków ze świecą szukać.

Aposiopesis

Zacznę od okładki, która przyciąga uwagę i pomarudzę jak autor recenzji niżej – przydałyby się ilustracje, tak jak w książce K. T. Lewandowskiego „Orzeł bielszy niż gołębica.” Książka Sawickiego, znanego z innych zacnych pozycji w stylu „Inkluzji” czy „Nadziei czerwonej jak śnieg” ociera się o steampunk jednocześnie będąc lekką i żywą lekturą napisaną bardzo przyjemnym stylem. Akcja, akcja, akcja i reakcja.

ap

Zabawy konwencjami, masa dobrego humoru i aluzje, a to do literatury pozytywistycznej, gdzieś także pojawiają się szklane domy, wynalazcy, dziwne odkrycia i pomieszanie z poplątaniem czyli mechaborgi, trupochody a także mrugnięcia okiem do świadomego czytelnika – gdy pada tekst, że Warszawa nie będzie fanem tureckiego jedzenia 😉 Dotykamy i początków fantastyki i wątków horrorowatych. Ogólnie rzecz ujmując, Aposiopesis jest bardzo zręcznie podanym miszmaszem stylów, gdzie w sumie otoczka steampunkowa jest delikatna niczym polewa na czekoladkach ale…smakowita.

http://paradoks.net.pl/read/25485

„Fabuła jest poprowadzona w bardzo lekki sposób. Mamy tu mnóstwo zwrotów akcji, które z czasem łączą się w wielki finał. Każdy ruch znajduje swoje odbicie w dalszych losach postaci. Jest to klasyczny kryminał z wątkami fantastycznymi oraz, co moim zdaniem najważniejsze, domieszką humoru. Nie jest to wulgarny komizm sytuacyjny czy dialogowy, do jakiego przyzwyczaili nas chociażby Andrzej Ziemiański czy Jakub Ćwiek. Tutaj naprawdę mamy kawał dobrej komedii. Same rozmowy dwóch automatów w stylu „lordowskim”, o tym jak przydałby się olej najlepszej marki, potrafią wywołać uśmiech na twarzy czytelnika”

http://moje-czytadla.blogspot.com/2014/07/aposiopesis-andrzej-w-sawicki.html

„Ja tu gadu-gadu, a gdzie tu steampunk? Cóż, Henrietta to wspomagana „robotycznie” wojowniczka, a Danił ma w sobie więcej żelastwa, niż przeciętny Polak w szufladzie ze sztućcami. W przedstawionym świecie przerobienie na mechaborga to narzędzie kary lub sposób na wyleczenie z ciężkiej choroby i uniknięcie śmierci. Po steampunkowej Warszawie pomykają mechaniczne konie, w urzędach zamiast urzędników siedzą automaty, nawet więźniów w celach pilnują roboty. Sawicki obmyślił nawet nową religię, której symbolem jest Chrystus na kole zębatym. Niby detal, a jak wzbogaca świat przedstawiony :)”

Wspomniałem o ilustracjach – ich brak obniża wartość książki ale minusem jest także dość pobieżnie nakreślone tło historyczne, co w sumie dziwi patrząc na autora. Widać, że autor miał niezły ubaw pisząc lekką, polską fantastykę steampunkową i bez wątpienia można polecić Aposiopesis (nie bójcie się tytułu!) jako lekturę dla każdego, a może nawet jako…lekturę szkolną. Wątek pozytywistyczny, sensacyjny, patriotyczny, ponadnaturalny, trochę historii i uczniowie będą się zaczytywać zastanawiając jak wygląda Henia topless…

Jednym słowem, dobrze naoliwiona powieść ze śrubkami w tle! Brać, nie gadać, czytać, dobrze się bawić, tym bardziej, że problem z PL steampunkiem da się streścić krótko: albo bardzo dobre albo bardzo słabe. Aposiopesis Sawickiego jest czytadłem co najmniej dobrym a na pewno zabawnym, co nie zawsze jest tożsame ze steampunkiem – często króluje mroczny, industrialny nastrój dociskający nas do ziemi. A ciekawszą postacią z książki z pewnością jest dżinn Alojzy i jego wstawki „ogólnohistoryczne.”

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/223499/aposiopesis

PS – Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że Aposiopesis jest kontynuacją Orła bielszego niż gołębica…a przynajmniej może być.

Nocny Anioł

Parę lat temu sięgnąłem po pierwszą część cyklu. Było ciekawie ale jakoś pan Weeks zniknął z pola mego widzenia. Później zapomniałem o CIeniu, od czasu do czasu czytając rozmaite recenzje. Opinie były skrajne. Od miłości do nienawiści. Większość pozytywna chociaż trafiały się mocno krytyczne. Nie sądzę, żeby Nocnego Anioła można było nazwać literaturą młodzieżową ale w sumie sposób przedstawienia pewnych sytuacji, ludzi, wątków zdaje się na to wskazywać – light fantasy z mrocznym przesłaniem.

w

Najbardziej ubawiły mnie opinie (quasirecenzje) o szowinistycznym przekazie książek (kochana przyjaciółko internetowa! co zrobić, jak żyć?) pisane przez domorosłe feministki. Recenzjami oczywiście można się jedynie posiłkować nie biorąc ich specjalnie pod uwagę ponieważ: ludzie czytają po łebkach, nie czytają lub udają, że czytali itd. Stwierdziłem, że jeśli jest tak a nie inaczej, muszę przeczytać całość 🙂 No i przeczytałem.

http://nightmareandbooks.blogspot.com/2012/08/droga-cienia-brent-weeks.html

http://www.kawerna.pl/recenzje/ksiazka/item/9745-brent-weeks-nocny-aniol-droga-cienia.html

http://ruczek.blogspot.com/2015/04/droga-cienia-brent-weeks.html

Bez zbędników i powtarzania ogólników z innych recenzji napiszę, że cykl jest nierówny. O ile Droga Cienia jest naprawdę niezłym czytadłem (i tak w zasadzie należy odbierać całość Nocnego Anioła, bez wchodzenia w filozoficzne debaty), o tyle druga część, Na krawędzi Cienia, jest już sporo gorsza. Na szczęście zakończenie, Poza Cieniem, pomimo, że nie jest odkrywcze i rewelacyjne, sensownie rozplątuje wiele wątków i bez specjalnych „pigułek szczęścia” da się przełknąć.

To, co jest atutem cyklu jest jednocześnie jego przekleństwem – akcja. Ekszyn, ekszyn, goła baba, jak mawiał klasyk, w ilościach przyprawowych bez przegięć (no, może w Poza Cieniem, mamy więcej pieprzu), aż można się pogubić. Znajomi mówią, że jedynka jest nudna bo mało ekszyn a dwójka jest najlepszą częścią! Cóż, każdy ma swoje zdanie.

Pomimo widocznego rozwoju kunsztu pisarskiego u autora (trójka wydaje się być najbardziej złożona) uznaję Drogę Cienia jako najlepszą część z uwagi na rozkręcającą się akcję (dobrze pokazana relacja mistrz-uczeń), która pod koniec książki staje się mocno chaotyczna i występują pewne logiczne braki, co zresztą charakteryzuje całość cyklu: akcja goni akcję, aż do zagubienia, czasami hamując w dość dziwnych momentach. Spełniona formuła od zera do bohatera, mamy mafię, padają sentencje „życiowe”, czego chcieć więcej? Daję całości 4- na 6 jako dobremu czytadłu na wieczory, letnie i jesienne, chociaż…spodziewałem się więcej. Brać? Brać ale bez napinki.

Czym jest dla nas fantastyka?

Fantastyka…Temat rzeka. Ile ludzi, tyle definicji. Dla jednych fantastyka jest banałem, marną podróbką literatury, dla innych sensem życia. Prawda jak zwykle leży pośrodku i nie ma co wywyższać literatury „poważnej” ani deprecjonować fantastyki.

mm

http://frankfrazetta.org/

Każdy czyta to, co lubi i nie ma sensu dissować innych rodzajów. Duża część z tych, co otrzymali prestiżowe nagrody literackie była gwiazdkami jednego sezonu albo dostali nagrodę po znajomości a…wyszydzane niepoważne czytadła bronią się do dzisiaj i nawet ludzie nie mający do czynienia na co dzień z fantastyką kojarzą (a niektórzy i czytali!) Lovecrafta, Verne’a czy Tolkiena, nie mówiąc o Dicku, Cardzie, Kingu czy Koontzu.

Czym jest fantastyka dla Klubowiczów? Poniżej kilka wypowiedzi:

„Czytanie fantastyki to okazja do zastanowienia się, jaki jest nasz świat. Chodzi o porównanie fikcji z rzeczywistością i refleksję, jak by wyglądało nasze życie, gdyby np. możliwe były by podróże w głębie kosmosu albo w czasie. Albo gdyby magia istniała. Jak zmieniłoby to porządek społeczny, naszą moralność, religię, obyczajowość, percepcję rzeczywistości? Tak naprawdę styczność z fantastyką to świetna okazja do zrozumienia czemu nasz świat jest jaki jest, co jest czynnikiem najbardziej nas kształtującym oraz w którą stronę zmierzamy. No i poza tym to zazwyczaj po prostu świetna rozrywka!

Można krócej: Bo cholernie lubię czerwone lasery!”

——

„Dla mnie fantastyka kojarzy się z lochami, wielkimi podziemiami, gdzie Pajęcza Królowa karmi się intrygami drowów. Fantastyka to nieskończona ilość galaktyk, gdzie Jean-Luc Picard czy Komandor James T. Kirk wydaje rozkazy by lecieć na drugą gwiazdę po prawo, aż do rana. Fantastyka to dzieciństwo, wiele marzeń o kosmosie, bitwach i wojnach – szlachetnych sprawach, w których można by stanąć. Fantastyka to Geralt i Yennefer i dziecko przeznaczenia Ciri, ich losy, smutki i radości, trudne decyzje. Fantastyka to…opowieść, historia barda, który przy kominku zaczyna snuć dla dzieci i ludzi pieśń herosów, łajdaków i złodziei. Fantastyka to umagicznienie tego świata, który nas otacza i uczy, że zwykła opowieść, zwykły uczynek jest magiczny i zostawia ślad w potomności.”

——

„Fantastyka jest dla mnie pasją, odskocznią od codzienności. Jest czymś, co pozwala odciąć się od świata realnego i zapomnieć o problemach, jak i miłym spędzeniem czasu.”

——

„W odniesieniu do literatury fantastyka jest dla mnie takim typem powieści, w którym pojawia się element fantastyczny, czyli sprzeczny z realnym postrzeganiem świata. Uznaję trzy gatunki literatury fantastycznej:

Fantasy – kreacja świata z założenia nie posiada elementów fantastycznych, zalicza się jednak do fantastyki, ponieważ przedstawia świat odmienny od rzeczywistości czytelnika. Z punktu widzenia bohaterów powieści wszystkie elementy są dla nich realne i rządzą się własnymi, wykreowanymi przez pisarza prawami. Jeżeli pojawia się w nim element nierealny, wtedy zachodzi mieszanie gatunków literatury fantastycznej;

Horror – kiedy w wykreowanym świecie pojawia się element sprzeczny z powszechnie przyjętym wyobrażeniem świata;

Science fiction – literatura prognostyczna, w pewnym stopniu oparta na dokonaniach naukowych, opisująca nierealne z punktu widzenia współczesnego czytelnika, ale zgodne z logiką, teoretyczne rozwiązania.

Fantastyka dla mnie to przede wszystkim wspaniała rozrywka (książki, gry, filmy), odskocznia od codziennej, szarej rzeczywistości, rozbudzenie wyobraźni, które dostarcza intelektualnych rozkoszy 🙂 hobby, które można dzielić z interesującymi, nietuzinkowymi (dziwnymi?) ludźmi.”

Fantastyka jest jednocześnie sposobem na lepsze poznanie otaczającej nas rzeczywistości jak i ucieczką od niej, dobrą rozrywką, chwilą zadumy, pobudzeniem szarych komórek, w końcu, środkiem sprzyjającym poznawaniu nowych ludzi. I temu właśnie służy Klub Miłośników Fantastyki „Sagitta”, do którego serdecznie wszystkich zapraszamy 🙂