Archiwa tagu: książka

7EW Neal Stephenson

Księżyc rozpada się na 7 części. Szybko okazuje się, że skutki tego zdarzenia będą dla mieszkańców Ziemi katastrofalne. Ludzkość przygotowuje garstkę swych przedstawicieli do wysłania w kosmos, by tam mogła przetrwać, odrodzić liczebnie, rozwinąć i wrócić na swoją planetę w odległej przyszłości. „7EW” Neala Stephensona to powieść o końcu świata i tym, co po następuje po nim. Czytaj dalej

Jest fatalnie, więc sytuację oceniam bardzo optymistycznie – z perspektywy wydawcy

Tym razem nieco inaczej – z drugiej strony barykady ale…nie do końca 🙂 Zadałem kilka pytań Maciejowi Ślużyńskiemu z Oficyny Wydawniczej RW2010: http://www.rw2010.pl/

Fantastyka jest pojemną szufladką, da się wrzucić do niej wiele pozycji. Jeśli miałbyś wybierać – które książki (obecnie) uznałbyś za warte ponownej lektury? Czy masz swoje top ten, klasykę, do której wracasz nie patrząc na drobiazgi w stylu: znajomość akcji i bohaterów?

Zawsze chwalę się faktem, że pracę magisterską pisałem z powieści Janusza A. Zajdla, pod czujnym okiem prof. Antoniego Smuszkiewicza. Dlatego na pierwszym miejscu stawiam Zajdla, Wnuka-Lipińskiego dodając prawie jednym tchem. Z bardziej „komercyjnej” (w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu) półki – Eugeniusz Dębski i cykl przygód detektywa przyszłości Owena Yeatesa. Dosłownie pękałem z dumy, gdy okazało się, że zostaniemy oficjalnym e-wydawcą Dębskiego i tegoż właśnie cyklu. Praktycznie bez końca i w kółko czytam ABC, czyli trzech wielkich amerykańskiej fantastyki (Asimov, Bradbury, Clarke). Także słynne dystopie – „Nowy wspaniały świat” Huxley’a czy „1984” Orwella, pamiętając również o wspomnianym już wcześniej Bradburym i „Fahrenheit 451º” – czytam raz na dwa, trzy lata. No i oczywiście Tolkien – całość. Jako dziesiąte nazwisko – może małe zaskoczenie, ale w końcu to też jest fantastyka, i to najcudowniejsza na świecie – Tove Jansson i wszystkie Muminki. Dziesięć nazwisk, książek trochę więcej, więc jest co czytać i jest co wspominać. Czytaj dalej

Grimm City. Wilk! – recenzja

Bez tytułuLubię Ćwieka. Daleki jestem od stwierdzenia że jego książki są wybitne, czy nawet dobre, ale zazwyczaj są fajnym czytadłem na dwa popołudnia. W ogóle „fajne” to dobre słowo żeby opisać utwory tego pisarza. Grimm City nie jest fajne.

W swojej najnowszej powieści Jakub Ćwiek odchodzi od, typowego dla siebie, lekkiego urban fantasy z mnóstwem odniesień do popkultury, i serwuje nam mroczny kryminał noir. No, w założeniach. W mrocznym (to ważne) mieście Grimm pojawia się Nowy Gracz, inspektor Wolf zostaje zamordowany we własnym mieszkaniu, możliwe że sytuacja ma podłoże religijne, a bohaterowie muszą sobie z tym wszystkim poradzić.

Czytaj dalej