Archiwa tagu: Kylar Stern

Nocny Anioł

Parę lat temu sięgnąłem po pierwszą część cyklu. Było ciekawie ale jakoś pan Weeks zniknął z pola mego widzenia. Później zapomniałem o CIeniu, od czasu do czasu czytając rozmaite recenzje. Opinie były skrajne. Od miłości do nienawiści. Większość pozytywna chociaż trafiały się mocno krytyczne. Nie sądzę, żeby Nocnego Anioła można było nazwać literaturą młodzieżową ale w sumie sposób przedstawienia pewnych sytuacji, ludzi, wątków zdaje się na to wskazywać – light fantasy z mrocznym przesłaniem.

w

Najbardziej ubawiły mnie opinie (quasirecenzje) o szowinistycznym przekazie książek (kochana przyjaciółko internetowa! co zrobić, jak żyć?) pisane przez domorosłe feministki. Recenzjami oczywiście można się jedynie posiłkować nie biorąc ich specjalnie pod uwagę ponieważ: ludzie czytają po łebkach, nie czytają lub udają, że czytali itd. Stwierdziłem, że jeśli jest tak a nie inaczej, muszę przeczytać całość 🙂 No i przeczytałem.

http://nightmareandbooks.blogspot.com/2012/08/droga-cienia-brent-weeks.html

http://www.kawerna.pl/recenzje/ksiazka/item/9745-brent-weeks-nocny-aniol-droga-cienia.html

http://ruczek.blogspot.com/2015/04/droga-cienia-brent-weeks.html

Bez zbędników i powtarzania ogólników z innych recenzji napiszę, że cykl jest nierówny. O ile Droga Cienia jest naprawdę niezłym czytadłem (i tak w zasadzie należy odbierać całość Nocnego Anioła, bez wchodzenia w filozoficzne debaty), o tyle druga część, Na krawędzi Cienia, jest już sporo gorsza. Na szczęście zakończenie, Poza Cieniem, pomimo, że nie jest odkrywcze i rewelacyjne, sensownie rozplątuje wiele wątków i bez specjalnych „pigułek szczęścia” da się przełknąć.

To, co jest atutem cyklu jest jednocześnie jego przekleństwem – akcja. Ekszyn, ekszyn, goła baba, jak mawiał klasyk, w ilościach przyprawowych bez przegięć (no, może w Poza Cieniem, mamy więcej pieprzu), aż można się pogubić. Znajomi mówią, że jedynka jest nudna bo mało ekszyn a dwójka jest najlepszą częścią! Cóż, każdy ma swoje zdanie.

Pomimo widocznego rozwoju kunsztu pisarskiego u autora (trójka wydaje się być najbardziej złożona) uznaję Drogę Cienia jako najlepszą część z uwagi na rozkręcającą się akcję (dobrze pokazana relacja mistrz-uczeń), która pod koniec książki staje się mocno chaotyczna i występują pewne logiczne braki, co zresztą charakteryzuje całość cyklu: akcja goni akcję, aż do zagubienia, czasami hamując w dość dziwnych momentach. Spełniona formuła od zera do bohatera, mamy mafię, padają sentencje „życiowe”, czego chcieć więcej? Daję całości 4- na 6 jako dobremu czytadłu na wieczory, letnie i jesienne, chociaż…spodziewałem się więcej. Brać? Brać ale bez napinki.