Archiwa tagu: Marsjanie

Precz z Marsjanami!

Seria Fantastyka Beta Books jest odjazdowa (szczególnie polecam pozycje nr 1, 3 i 4) chociaż miejscami nierówna.

http://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Fantastyka_Beta

Wiem, że teraz mało kto czyta starocie a jeśli już, to same klasyki w stylu napompowanych medialnie adaptacji filmowych, pozwólcie jednak, że popiszę sobie jeszcze chwilę przypominając „stare ale jare.”

m

Źródło obrazka: http://booklikes.com/precz-z-marsjanami-fredric-brown/book,12252511

W dawnych czasach, gdy królowało hard scifi, dla niepoznaki czasami zwane socjologicznym scifi pytano o ważne kwestie, przyszłość ludzkości itp. głupoty, co wybitnie współgrało z ówczesną rzeczywistością między- lub powojenną, atomem, podbojem kosmosu i budową prywatnych schronów. Obecnie, z rzadka pisarze parają się tym jakże wdzięcznym gatunkiem idąc na łatwiznę i produkując kolejne mdłe fantasy.

http://pbp.sieradz.pl/kmf/2015/07/11/trzeci-najazd-marsjan/

Oczywiście, wiele książek wydanych ładnych kilkadziesiąt lat temu w „złotej erze” scifi zestarzało się niemiłosiernie i z trudem można przez nie przebrnąć. Do takich nie odsyłam nawet fanów bo i po co? Jeśli czytać klasykę i się męczyć to tylko klasykę przez duże K. A najlepiej znaleźć coś w typie Jankesa w Rzymie de Campa, gdzie gęba śmieje się do księżyca w zasadzie na każdej stronie. I właśnie taką pozycją jest…Precz z marsjanami! F. Browna. Lekka, doskonałe czytadło na zimniejsze dni, parodystyczna wręcz a jednak skłania do zastanowienia nad rodzajem ludzkim. Ale i np. prywatnością. O co chodzi? W skrócie – o klasyczny motyw fantastyki: inwazję kosmitów. Pytanie dlaczego ONI są tacy dziwni i tak bez sensu się zachowują. A może…I tutaj zaczynają się pytania. Jak stwierdza autor, powinniśmy być przygotowani bo przecież:

„Science fiction przedstawiła ich w tysiącach postaci – wysokich, błękitnych cieni, mikroskopijnych gadów, wielkich owadów, ognistych kul, wędrownych kwiatów, co tylko ślina… Literatura sf przezornie unikała banałów, prawdą zaś okazał się banał. Oni naprawdę byli małymi, zielonymi ludzikami” [F. Brown, Precz z Marsjanami!, Warszawa 1991, s. 8].

Nie byliśmy jednak przygotowani na TAKĄ inwazję, gdzie bezceremonialnie wleźli w nasze życie, co wybitnie nie sprzyjało nerwom i spowodowało olbrzymie zmiany. Paskudni, złośliwi, czy źli? Raczej życzliwie zainteresowani badacze, podobni do nas, z zapałem podglądacza poznający nowe światy…

Jeśli chcecie sprawdzić co Marsjanie nam zaoferowali w ramach dekonstrukcji, zapraszam do lektury 🙂

Trzeci najazd Marsjan

or

Fantastyka socjologiczna była kiedyś bardzo popularna. Ktoś powie – tak, była popularna bo nic innego nie było lub nie byliśmy w temacie zagranicznej fantastyki. Ktoś inny doda – była odbiciem czasów minionych i parawanem do politycznych aluzji i wycieczek. Złośliwcy stwierdzą, że wypaliła się po 1989 roku a obecnie nikt już tak nie pisze, czy wręcz czytelnicy nie mają ochoty „męczyć” się trudniejszymi kwestiami, skoro mogą łykać przyjemne czytadła a nie jakieś tam klasyczne, hard scifi 😉 Wszystkie stwierdzenia będą prawdziwe, stąd z pewną nieśmiałością sięgnąłem po książkę Marka Oramusa (jeden z wielkich zapomnianych!) pod tytułem Trzeci najazd Marsjan.

Początek jest dobry. Przyszłość. Rok 2032, coś blokuje nam fale radiowe i telewizyjne – kablówka i internet śmigają. Niebywała tragedia! Pojawiają się dziwne obiekty, nawiązany został KONTAKT (pan Tangel Ulosque, reprezentujący Ligę Pięciu występuje w TV zakłócając inne przekazy). Obcy są tak mili, że chcą spełniać nasze…zachcianki; ludzie wysyłają życzenia swoistą pocztą i otrzymują różne cuda (praktyczne). Ale, ale…po co naszym przemiłym gościom hm…materiał genetyczny. No i dlaczego Obcy nie rozwiązują innych, ważnych dla ludzkości problemów? Podobne pytania zadają sobie bohaterowie (przynajmniej niektórzy) Trzeciego najazdu Marsjan. I tu pojawiają się pierwsze wady książki – zbyt naiwne podejście, dłużyzny w środku i w zasadzie brak akcji. Zakończenie jest słabe (jeśli w ogóle tak można nazwać to COŚ).

http://katedra.nast.pl/artykul/5428/Oramus-Marek-Trzeci-najazd-Marsjan/

Co zatem przemawia za książką? Początek i rozwinięcie za środkiem, gdzie robi się duszno, mroczno i w ogóle straszno. Z pewnością wtręty socjologiczne czy nawet BWP (bardzo ważne pytania) o stan ludzkości i takie tam drobiażdżki. Temat dość oklepany, wykonanie całkiem zacne, chociaż moim zdaniem przegadane. W innej wersji, skróconej do publicystyki albo…rozszerzonej o wątki poboczne byłaby to bardzo dobra pozycja. A tak jest co najwyżej dobra. Pomysł był, styl jest, czego zabrakło? Konsekwencji i jednak szczegółów. Czuć w wielu miejscach „łebkowość” narracji. Czytać? Czytać! W zasadzie da się podciągnąć Trzeci najazd Marsjan pod postapokalipsę. A głupio nie przeczytać chociaż jednej książki z trącącej dziś myszką fantastyki socjologicznej…

http://slavosky.blogspot.com/2011/01/marek-oramus-trzeci-najazd-marsjan.html

„Nikt nie przewidział, że przylecą do nas na balonach.”

http://paradoks.net.pl/read/25196

„Pech w tym, że w przypływie wolnościowej euforii czytelnicy jakby zapomnieli o swoich dotychczasowych dostawcach futurystycznych marzeń i koszmarów. Miast tego zagłosowali portfelem na przedruki anglosaskiej fantastyki (nie zawsze zresztą wartych polskiej edycji), dostępnych dotąd w niewielkim wyborze, bądź też w postaci klubowych przekładów. Zalew tego typu produkcji do spółki z przekonaniem nowych rynkowych graczy, że czas polskiej fantastyki przeminął, sprawiły iż środowisko dotąd aktywnych twórców uległo przetrzebieniu w niemal tym samym stopniu co bataliony nieszczęsnych Kościuszkowców pod Lenino. Świadectwem chwały dawnych mistrzów zdawały się co najwyżej piętrzące się w antykwarycznych kątach sterty ich niegdyś rozchwytywanych publikacji.”