Archiwa tagu: recenzja

Binio Bill kręci western i… w kosmos!

W kolejnym recenzowanym przeze mnie albumie Binio Bill zmienia się w aktora jednocześnie musi uważać na konkurencję wysadzonego z siodła amanta 😉 Nietrudno się domyślić, że wychodzi mu to sprawnie a przy okazji romansuje z aktorką Dolly Donsey. Wróblewski w swoim humorystycznym stylu pokazał „światek” Hollywood i sparodiował zachowania aktualne do dzisiaj.

Czytaj dalej

Świeżo obejrzane – Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie

rogue-one-a-star-wars-story-logo

Jest grudzień – są Star Warsy! Tak to przez najbliższe kilka lat będzie wyglądać. W sumie nie mam nic przeciwko, byle serwowane przez Disneya produkcje trzymały poziom. W tym roku pod choinkę podrzucono nam historię ukazaną z nieco innej perspektywy i z nowymi bohaterami, spróbowano też ukazać nieco mroczniejsze oblicze tego uniwersum. To drugie na pewno się udało, jednak wychodziłem z seansu nieco zawiedziony. Owszem, jest to dobry film, oferujący uczciwą i niezbyt wymagającą rozrywkę, ale w mojej ocenie jednak „Przebudzenie mocy” robiło większe wrażenie, a naszemu „Łobuzowi” zabrakło jednak paru ważnych rzeczy. Czytaj dalej

Wedle zasług Sławomira Nieściura – recenzja

zon

Najpierw rzec wypada słów kilka o ilustracjach, zarówno głównej jak i tych w książce. Dobrze oddają klimat narracji a okładkowa idealnie wpasowuje się w moje wyobrażenia miejsca, gdzie przyszło działać naszym, hm…postaciom, wcale nie chciałem napisać rzezimieszkom!

Nie wiem czy wyszło przypadkiem, czy też autor świadomie rozpisał dialogi ale postacie (np. główne: Mietkin, Jusupow, Rybin, Abaszyn), które z założenia średnio powinny budzić sympatię, są wbrew pozorom nader ludzkie i dają się zrozumieć (niekoniecznie polubić!).

Co do samej akcji – początek książki powoli ale konsekwentnie zmierza do wielkiego bum i tak właśnie się dzieje, wchodzą klimaty okołohorrorowate (robi się gęsto i mroczno) a akcja przyśpiesza (zwalniając nieco w części drugiej i ponownie przyśpieszając). Autor serwuje nam narrację przeskakującą, która zadziwiająco dobrze się sprawdza.

Opisy są bardzo plastyczne i samo „rysowanie” otoczenia jest wielkim atutem „Wedle zasług.” Książka (również zastanawiam się czy zamierzony efekt…) mająca być czytadłem, wcale takim zwykłym czytadłem nie jest. Oczywiście, nie ma mowy o filozoficznych rozważaniach o ciężkim życiu i biednych mutantach skazanych na zagładę lub o zasadności wyborów tudzież predestynacji ale…czytając, jesteśmy zmuszeni do myślenia. Dodatkowo, mutanty (czuję, że zwierzowisko się rozrośnie) i…Pilipiuk*, sprawiają, że wciągnąłem się do reszty. Nawet pies podgryzający kostki nie mógł naruszyć mego spokoju. Do kompletu brakowało jeszcze klimatycznej muzyki 😉

Były zalety: akcja, plastyczne opisy, budowanie nastroju, język; czas na wady: to, co jednocześnie jest zaletą – drobiazgowość opisu, w wielu miejscach staje się wadą. Zmuszeni do myślenia (wiem, że to skandal!) oczekujemy odruchowo więcej „ekszynu”, który pojawia się później. Jako fan szkoły minimalistycznej za wadę uważam także zbyt dużą liczbę dialogów. No ale niech te wady nie przesłonią wam niewątpliwych plusów „Wedle zasług”, która z pewnością ma szansę rozwinąć się w porządną sagę a autor – mam nadzieję, że się nie obrazi – zasługuje na słowa uznania za porządny kawał, twardej, męskiej lektury i chętnie widziałbym go w innych gatunkach fantastycznych (powaga). No właśnie, zabrakło baby 😉 Ale pewnie w drugim tomie się pojawi!

Mocne 4 na 6, co jak na debiut jest bardzo dobrze rokującą na przyszłość oceną.

——- Dlaczego Pilipiuk? Tak miałem skojarzenia przez początkowe kilkadziesiąt stron „Wedle zasług.” Może przez ironię albo opis?

Ser(ial)nik odc. 2 – Stranger Things

173

To chyba najgłośniejszy serialowy tytuł tych wakacji. O Stranger Things pisano dużo i dobrze, chwalono przede wszystkim oddanie atmosfery lat ’80 oraz liczne nawiązania do produkcji kinowych z tamtego okresu. Krótka, licząca osiem odcinków seria jest mieszanką cytatów z kilkunastu klasyków filmowych, dorzucono też sporo motywów charakterystycznych dla prozy Stephena Kinga. Dostajemy opowieść z pogranicza przygody i grozy z elementami horroru, od której ciężko się oderwać! Całość pochłonąłem w trzy wieczory i choć mam pewne zastrzeżenia, na pewno nie był to czas stracony. Czytaj dalej

Precz z Marsjanami!

Seria Fantastyka Beta Books jest odjazdowa (szczególnie polecam pozycje nr 1, 3 i 4) chociaż miejscami nierówna.

http://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Fantastyka_Beta

Wiem, że teraz mało kto czyta starocie a jeśli już, to same klasyki w stylu napompowanych medialnie adaptacji filmowych, pozwólcie jednak, że popiszę sobie jeszcze chwilę przypominając „stare ale jare.”

m

Źródło obrazka: http://booklikes.com/precz-z-marsjanami-fredric-brown/book,12252511

W dawnych czasach, gdy królowało hard scifi, dla niepoznaki czasami zwane socjologicznym scifi pytano o ważne kwestie, przyszłość ludzkości itp. głupoty, co wybitnie współgrało z ówczesną rzeczywistością między- lub powojenną, atomem, podbojem kosmosu i budową prywatnych schronów. Obecnie, z rzadka pisarze parają się tym jakże wdzięcznym gatunkiem idąc na łatwiznę i produkując kolejne mdłe fantasy.

http://pbp.sieradz.pl/kmf/2015/07/11/trzeci-najazd-marsjan/

Oczywiście, wiele książek wydanych ładnych kilkadziesiąt lat temu w „złotej erze” scifi zestarzało się niemiłosiernie i z trudem można przez nie przebrnąć. Do takich nie odsyłam nawet fanów bo i po co? Jeśli czytać klasykę i się męczyć to tylko klasykę przez duże K. A najlepiej znaleźć coś w typie Jankesa w Rzymie de Campa, gdzie gęba śmieje się do księżyca w zasadzie na każdej stronie. I właśnie taką pozycją jest…Precz z marsjanami! F. Browna. Lekka, doskonałe czytadło na zimniejsze dni, parodystyczna wręcz a jednak skłania do zastanowienia nad rodzajem ludzkim. Ale i np. prywatnością. O co chodzi? W skrócie – o klasyczny motyw fantastyki: inwazję kosmitów. Pytanie dlaczego ONI są tacy dziwni i tak bez sensu się zachowują. A może…I tutaj zaczynają się pytania. Jak stwierdza autor, powinniśmy być przygotowani bo przecież:

„Science fiction przedstawiła ich w tysiącach postaci – wysokich, błękitnych cieni, mikroskopijnych gadów, wielkich owadów, ognistych kul, wędrownych kwiatów, co tylko ślina… Literatura sf przezornie unikała banałów, prawdą zaś okazał się banał. Oni naprawdę byli małymi, zielonymi ludzikami” [F. Brown, Precz z Marsjanami!, Warszawa 1991, s. 8].

Nie byliśmy jednak przygotowani na TAKĄ inwazję, gdzie bezceremonialnie wleźli w nasze życie, co wybitnie nie sprzyjało nerwom i spowodowało olbrzymie zmiany. Paskudni, złośliwi, czy źli? Raczej życzliwie zainteresowani badacze, podobni do nas, z zapałem podglądacza poznający nowe światy…

Jeśli chcecie sprawdzić co Marsjanie nam zaoferowali w ramach dekonstrukcji, zapraszam do lektury 🙂

XX Spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

1362129343_orbitowski_widma

Zgodnie z zapowiedziami, zajęliśmy się powieścią Łukasza Orbitowskiego „Widma”. Jej obszerność odstraszyła dużą część Klubowiczów, jednak pozostali starali się przybliżyć reszcie, co się kryje na ponad sześciuset stronach książki. Były głosy zachęty i rozczarowania, a dzieło autora oceniane było mniej jednoznacznie i zgodnie niż „Przenajświętsza Rzeczpospolita”, którą zajmowaliśmy się na poprzednim spotkaniu pod szyldem Dyskusyjnego Klubu Książki.

logo

Poniżej zamieszczam moją próbę zrecenzowania tej pozycji, zachęcam pozostałych klubowiczów (i innych czytelników również!) do przesyłania swoich recenzji lub oceny powieści w komentarzu!

Czytaj dalej