Archiwa tagu: relacje

66. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Jak to zwykle bywa na luźnych spotkaniach spotykamy się żeby pogadać o wszystkim i niczym szczególnym. Rozmawiamy o sprawach technicznych związanych z funkcjonowaniem Klubu, jak i o tematyce przyszłych spotkań – już niedługo się wyjaśni, które zagadnienia z ankiety będą omawiane pierwsze. Nie może zabraknąć wspominek dość luźno związanych z fantastyką a także dzielenia się wrażeniami z obejrzanych filmów czy seriali, ciekawych gier i ostatnio czytanych książek i komiksów. „Burza mózgów” zwykle skutkuje nowymi pomysłami, często bardzo ciekawymi! I tak właśnie było dzisiaj 😉

Opinia Moniki:

„Jak ten czas leci! Znów zaczął się wrzesień, dla niektórych rok szkolny, a dla nas klubowiczów kontynuacja spotkań. Rozpoczęliśmy luźną dyskusją o kwestiach technicznych związanych z książkami, komiksami oraz konkursami. Wspominaliśmy nowości książkowe. Spotkanie przebiegło w milej atmosferze i jak zawsze były ciasteczka, których nie miał kto zjadać” 😉

65. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Na ostatnim przed wakacyjną przerwą spotkaniu zajęliśmy się klasykami polskiego komiksu. Ten temat gdzieś się już przewijał podczas naszych spotkań ale raczej pojedynczo czy wzmiankowo niż całościowo. Trudno zresztą rozmawiać (w różnych kontekstach) bez przywoływania co najmniej jednego z nazwisk, które uformowało czy nakierunkowało polski komiks. Nasi klasycy działali w trudnej epoce. Niektórzy z nich jeszcze żyją i tworzą. Inni niestety odeszli już do krainy wiecznego dymka…

Twórczość klasyków jest ostatnio wznawiana i bardzo dobrze ponieważ młodzi mogą zobaczyć jak „drzewiej” się rysowało 😉 a może nawet się zainteresują a w przyszłości ich dzieci? Kto to wie. Wiadomo, że spora część twórczości klasyków się zestarzała – głównie ze względu na daniny składane bożkowi cenzurze. Zmieniły się również realia polityczne, a co za tym idzie i kulturowe, stąd komiksy mogą być nieczytelne. Ale z małą pomocą uświadomionych (niekoniecznie z przypisami) mogą stanowić niezłe źródło historyczne 😉 Inne, bardziej uniwersalne czy abstrakcyjne praktycznie są nadal skarbnicą humoru i pozytywnych wartości. Polch, Baranowski, Christa, Chmielewski, Wróblewski, Rosiński i Pawel są w kanonie. A dlaczego? Warto sprawdzić samemu! Dobre bo polskie!

Opinia Pawła:

„Te nazwiska zna chyba każdy interesujący się komiksami urodzony w latach 80′ i wcześniej. Fala wznowień tych komiksów to na pewno rezultat sentymentu oraz potrzeby zastąpienia zniszczonych egzemplarzy (jakość papieru byłą wtedy straszna!). Mam jednak nadzieję, że komiksy naszych mistrzów trafiają też do młodszego pokolenia. Są to często po prostu znakomite komiksy, a do tego pewne odzwierciedlenie czasów w których powstały.”

64. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Spotkanie terenowe upłynęło pod hasłem smoków. Istoty te pojawiają się prawie w każdym zakątku fantastyki. Czy to w filmach, grach czy książkach ale występują w różnych odmianach i różnie się zachowują. Zwykle są przedstawiane jako potężne, dziwne i złowieszcze stwory o równie odjechanych mocach. Z rzadka bywają pomocne ludziom a nawet przyjazne.

Jak przystało na spotkanie w przestrzeni miejskiej rozpiętość poruszanych zagadnień zależała od uczestników, materiału pomocniczego, pamięci, lokalizacji i napojów. Rozmawialiśmy i o najgorszych filmach świata (The Room!), starych komediach (panie, już nie ma czasów!) i parodiach (Brooks i Nielsen). Skoro były smoki dość łatwo przeskoczyliśmy na inne potworzaki (w tym Godzillę) i…rekiny. Wspomnieliśmy również o serialach i grach, gdzie smoczyska pełnią ważną rolę. Nie zabrakło również akcentów książkowych i rodzimych -> Smok Wawelski w serii S. Pagaczewskiego.

Opinia Pawła:

„Smoki to jedne z ikonicznych stworzeń w fantastyce, a ich pojawienie się zwykle zwiastuje epicki rozmach. Są oczywiście wyjątki (choćby smok w Wiedźminie czy Wawelski), ale upraszczając – gadziny są bronią masowego rażenia, zdolną niszczyć całe armie i twierdze. Potężne, tajemnicze, przerażające, ale też szlachetne, mądre, a niekiedy wręcz boskie! Bez nich fantastyka nie byłaby sobą!”

Na następnym spotkaniu, ostatnim przed wakacyjną przerwą, przyjrzymy się klasykom polskiego komiksu. Zapraszamy!

61. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Serial „Doctor Who” jest samograjem i fenomenem. Kolejne inkarnacja doktora (doktora czego?) przyciągają następne pokolenia widzów. Gdyby ktoś nigdy nie próbował doktora mniej więcej wie, czego się po nim spodziewać. Doctor Who wyrasta ze starego, klasycznego pnia fantastyki (raczej hard) – unaukowionego. Co ciekawe, nawet starsze odcinki mimo, że oglądają się dość ciężko nie zestarzały się aż tak w swoim przesłaniu. Nowsze oczywiście czerpią już z innego źródła miejskich legend i fascynacji czasem, niemniej pieprzniczki Dalekowie są i przewija się klimat zagrożenia, tak obecny we wszystkich produkcjach z lat 60.

Doctor Who

Mamy Władcę Czasu lubiącego pomagać ludzkości (i naginać wiele zasad). Pan Doktor podróżuje z różnymi istotami (głównie ludźmi i raczej jednego rodzaju co dobrze o nim świadczy 😉 pokazując ogrom wszechświata, ciekawe momenty w historii (popisowa rola Churchilla) i wikłając się w rozmaite tarapaty związane oczywiście z paradoksami czasu.

Czytaj dalej

60. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Luźne spotkania zwykle nie są tak do końca luźne bo pojawia się temat czy motyw przewodni. Tym razem nasze spotkanie było faktycznie luźne. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy i pograliśmy. Powspominaliśmy szkolne czasy i pogawędziliśmy o komiksach i filmach.  Spotkania „bez motywu” są fajne ponieważ można poruszać tematy, na które kiedyś nie wystarczyło czasu albo nie złożyło się wcześniej 😉 Nie obyło się bez zagadnień, uczenie nazywając, organizacyjnych, czysto klubowych.

59. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Na kolejnym, prawie okrągłym spotkaniu 😉 przeprowadziliśmy się do sali konferencyjnej aby w skupieniu obejrzeć prezentację przygotowaną przez Pawła – i przy okazji posłuchać tego, co mówi. Temat był iście klasyczny ale wciągający. Mowa oczywiście o serialu Star Trek, który dla wielu (nie tylko ramoli) jest tym, czym „kaczory” w świecie komiksu – wyznacznikiem pewnego fantastycznego stylu i wzorcem do porównań na kolejne lata. Mówiąc krótko: wielu z nas od Star Treka (z reguły od The Next Generation) rozpoczęło swoją przygodę z fantastyką.

Czytaj dalej

58. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Wiele osób rozpoczynało swój staż komiksowy czy kreskówkowy Kaczorem Donaldem w różnych wariacjach. Musiało zatem dojść do spotkania z uniwersum Disneya (i innych) w tle. Spotkanie luźne więc niektórzy luźno do niego podeszli opowiadając o swoim studenckim życiu (pozdrawiamy!) Wystarczyło czasu aby chwilę przyjrzeć się Donaldowi, Sknerusowi, Siostrzeńcom, Magice, Braciom Be i Kaczogrodowi. A nawet zagrać w grę – zgodnie z nieśmiertelnym klasykiem internetowym. Tu: karcianą 😉 Historia wydawania w Polsce komiksów kaczorowych jest długa – jeszcze przed II wojną była „Gazetka Miki.”

Czytaj dalej

57. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Tak się dziwnie złożyło, że mamy dwa luźne spotkania pod rząd. Ale luźne są częściowo ponieważ pojawia się temat wiodący 😉 Tym razem leitmotivem była twórczość U. Le Guin. Przyznaję, zawsze miałem problem z klasykiem scifi – do niedawna nielicznym z żyjących. Literacko zawsze uważałem jej książki za dobre albo nawet za bardzo dobre ale niespecjalnie trafiali do mnie bohaterowie – zwykle jednowymiarowi do znudzenia. Z reguły pisząc o Le Guin wspomina się o socjologizowaniu czy nawiązaniach antropologicznych podkreślając wątki feministyczne czy ekologiczne. Zgodzę się z tym ale nie do końca.

ft

Często podkreślane wątki są poboczne lub w zasadzie nic nie wnoszą do fabuły ale dobrze, że są – przynajmniej te socjologiczne – ponieważ zmuszają czytelnika do myślenia. I to także jest zaletą twórczości autorki „Ziemiomorza.” Powinniśmy lubić autorkę ponieważ zawsze walczyła o uznanie dla fantastyki i nie zgadzała się z pogardliwymi określeniami gatunku lansowanymi przez domorosłych krytyków literackich, znanych głównie z tego, że w danym momencie podczepili się pod kogoś sławnego 🙂 Jeśli nic do tej pory nie czytałeś – spróbuj. Nie gwarantuję, że spodoba ci się od razu ale może akurat…

Opinia Pawła:

„Nie czytałem nic Le Guin, także w tej materii mogę jedynie polegać na opiniach pozostałych klubowiczów. Były one raczej pochlebne, choć były też zastrzeżenia, głównie odnośnie kreacji postaci, zarzucano jednostronność i bezbarwność. Ale może i taka niezbywalna cecha literatury uznawanej za kanon, w końcu dopiero z czasem zaczęto bawić się konwencjami i archetypami, najpierw ktoś musiał je stworzyć. Na pewno sięgnę po tę autorkę żeby wyrobić sobie własne zdanie, no i zetrzeć plamę ignorancji.”

Oprócz omawiania klasyka gatunku chwilę poświęciliśmy na właściwą luźną dyskusję. I o komiksach i o sprawach czysto organizacyjnych, związanych z Klubem, a także o… filmie „Prometeusz.” A kolejne luźne spotkanie będzie ze Sknerusem i Donaldem! Zajrzyjcie do nas!