Archiwa tagu: soundtrack

Wiedźmin 3, czyli wrażenia z wędrówki po Velen, Skellige i okolicach

Wiedźmin 3

3 miesiące grania, ponad sto godzin na liczniku. Tyle zajęło mi ukończenie jednej z najlepszych (o ile nie najlepszej, czekam na Fallout 4) gier tego roku. Dało się to zrobić na pewno szybciej, ale ciężko odmówić sobie przyjemności odkrywania tego niezwykłego świata, tak szczegółowo przygotowanego i przedstawionego. Czytaliście na pewno recenzje, widzieliście zachwyty na tą pozycją – nie będę więc oceniał, uzasadniał, rozbierał na czynniki pierwsze, każdy już wyraził swój zachwyt i ja całkowicie go podzielam! Nie mogę się jednak powstrzymać by nie napisać, czym najnowszy Wiesiek mnie zachwycił, zmiażdżył, a czym z lekka wyprowadzał z równowagi.

gongontroll

Co jest najmocniejszą stroną trzeciej części Wiedźmina? Bez cienia zastanowienia – narracja i scenariusz. Sposób opowiadania historii i przedstawiania świata to poziom uberświatowy, totalnie zniewalający! Wątek główny to w końcu spójna historia, mocno angażująca emocjonalnie. Była to zawsze mocna strona tej serii, ale każda jej część miała też swoje mankamenty w tej materii. W pierwszej jak dla mnie mocno odstawała końcówka, miałem wrażenie że była robiona w naprędce, a w trakcie całej przygody skakało też tempo i brakowało płynności. W drugiej części historia była spójna, ale za to w mojej ocenie mniej interesująca, była tez bardziej uniwersalna, mniej w niej było specyficznego, „słowiańskiego” klimatu, powiedziałbym wręcz że mogła by się odbyć w dowolnym świecie fantasy – jakby zgubiono trochę ducha Sapkowskiego.

Trzecia część pozbawiona jest tych wad, mamy ciekawą historię, znakomicie opowiedzianą, do tego w przekonującym świecie, który tak wiele osób lubi. I który sprawia wrażenie żywego, zmiennego, reagującego na to co dzieje się dookoła. Historia wciąga jak diabli i obfituje w nawiązania tak do samego wiedźmińskiego cyklu, jak i do innych zjawisk z popkultury – autorzy podgryzają nawet mało subtelnie konkurencję!
Ale najistotniejszy jest tu wątek główny, potraktowany naprawdę serio i dojrzale. Nie będę oczywiście zdradzał szczegółów fabuły, bądźcie po prostu gotowi na pełną emocji przygodę! Nie jest ona co prawda zbyt odkrywcza i mamy tu pewien schemat (wielki zły i ratowanie świata, yep!), ale wierzcie mi, to jak stworzone są postacie, jak ze sobą rozmawiają oraz decyzje, jakie gracz musi podjąć – to wszystko skutecznie angażuje nas w tę historię i pozwala zapomnieć o jej wtórności. Naprawdę nie sposób nie zżyć się z postaciami i nie „wczuć” się w całą tę opowieść. Wszelkie nagrody jakimi został W3 obsypany, są w tej kategorii naprawdę uzasadnione – ze szczególnym wskazaniem na to co dzieje się w Velen.

mamogeralt

gdziestamkon

Mamy więc świetnie przedstawioną historię, ale co dalej? Grafika oczywiście powala na kolana, nie ma co się na ten temat rozpisywać, od siebie dodam tylko jedną rzecz – imponujące przywiązanie do detalów, czy to w strojach postaci, czy w elementach scenografii. Udźwiękowienie to też najwyższa półka, dialogi nagrano przekonująco – i z obowiązkową dawką humoru. Absolutnie genialna jest muzyka! To że dostosowuje się do sytuacji to już standard, ale to po prostu znakomite utwory, aż chce się wskoczyć na łódkę i popływać, tylko po to by usłyszeć temat przewodni z tym związany (nie no, na szczęście soundtrack jest też udostępniony osobno).

Kolejny atut to zadania poboczne – a jest ich w grze OGROMNA ilość, serio – jest tego naprawdę dużo. Udało mi się ukończyć wszystkie zlecenia wiedźmińskie oraz znaleźć cały ekwipunek składający się na sprzęt tej profesji, ale mimo wszystko na mapie w dalszym ciągu mam dziesiątki znaków zapytania. Fakt – większość z nich to siedliska potworów, albo bandyci, ale możemy tam również natrafić na inne przygody. Świat w grze jest naprawdę sporych rozmiarów i jest on mocno urozmaicony. Jest co zwiedzać i co podziwiać.

pierunzamtuz

wojowoda

Nie byłbym jednak sobą, gdybym do czegoś się nie przyczepił. Co mi się zatem nie podobało? Wymienię 3 mankamenty, z których istotny jest tak naprawdę jeden, reszta to raczej nieduży kaliber.
Największy zarzut z mojej strony to poziom trudności – co tu kryć, gra nie jest wielkim wyzwaniem. I nie chodzi o walki – moim zdaniem ten element został sprawnie wymyślony, czujemy siłę naszej postaci i wymiatamy mocno (grałem na przedostatnim poziomie trudności i większych problemów nie miałem, w zasadzie tylko przedostatni „boss” dał się we znaki na dłużej niż parę minut) – możemy tez bardziej skupić się na opowieści, zamiast targać wyczynowo pada/klawiaturę. Brakuje mi jednak pewnego urozmaicenia w zadaniach – jakichś zagadek czy to słownych czy bardziej abstrakcyjnych, angażujących pamięć czy dedukcję. Niestety, większość zadań, kiedy obedrze się je ze znakomitych dialogów i fabularnej otoczki, polega na włączeniu „wiedźmińskich zmysłów”, dzięki którym znajdujemy trop, używamy go, idziemy po śladach gdzieś, gdzie jest kolejny, aż w końcu dotrzemy do rozwiązania. Nie daje się to jakoś mocno we znaki, gdyż jak podkreślam kolejny raz, wszystko jest idealnie przedstawione i „łykamy” kolejne zadania z zachwytem, dopiero po jakimś czasie widać, że trochę jesteśmy oszukiwani (ale za to w świetnym stylu).
Wyzwaniem nie jest też ciekawie pomyślana gra w Gwinta, który zastąpił obecne we wcześniejszych częściach kości – problem w tym, że przeciwnicy grają naprawdę cienko, wręcz głupkowato i jak tylko zdobędziemy lepsze karty – gra przestaje być ciekawa.

Rzecz, a właściwie sprawa druga – koń Wiedźmina, czyli Płotka. Kto grał ten wie o co chodzi (czy też biega/kłusuje). No naprawdę, szlag człowieka trafia gdy kolejny raz nie radzi sobie z jakąś nierównością terenu. Jeżeli chcecie oszczędzić sobie nerwów, nie bierzcie konia w góry! Omijajcie też mosty i przeprawy wodne! Coś wyraźnie nie gra w sposobie poruszania się i sterowaniu naszym wierzchowcem, choć i tak jest lepiej z każdą kolejną „łatką” – więc może ten problem niedługo przestanie być aktualny.

Ostatnia sprawa (coraz mniej aktualna) to błędy, choć ich ilość maleje w imponującym tempie, to jednak gra czasem potrafi się zawiesić, albo wyświetlać złe tekstury, bądź dziwne animacje. Powoli przestaje już chyba kogokolwiek dziwić to, że gra w chwili premiery dostaje patcha – więc na tle konkurencji Wiedźmin nie odstaje, tylko dostosowuje się do sytuacji na rynku.

trissswieca

gory

Czy Wiedźmin to gra roku 2015? Na tę chwilę na pewno tak, dla mnie wszystko rozstrzygnie się wkrótce po premierze najnowszego Fallouta. Jestem niemal pewien, że produkcja Bethesdy nie przebije dziecka CD REDów pod względem fabuły i kreacji postaci, ma jednak spore szanse w wielkości świata, jego urozmaiceniu oraz dostosowywania ekwipunku i wyglądu własnej postaci (to ostatnie mnie akurat nie kręci). Z całą pewnością ukończę jeszcze nie raz Wiedźmina 3, by podjąć inne decyzje i zobaczyć inne zakończenia, bo na razie wiem o dwóch (żona wybrała nieco inną drogę, hehe). Oraz zwyczajnie po to, by znowu poczuć klimat, jaki naprawdę rzadko udaje się stworzyć w grach komputerowych!

PS. Z nieistotnych ciekawostek – mój znakomity szwagier miał okazję niedawno poznać dziewczynę, która odgrywała w motion capture ruchy postaci kobiecych z Wiedźmina. Tak, podobno sceny erotyczne były odgrywane z partnerami! 😀 Tyle dygresji, czas się zabrać za dodatek – „Serce z kamienia”!

The Swapper, czyli mroczna zagadka w kosmosie

maxresdefault

Ha! Pozazdrościłem co poniektórym tu piszącym i postanowiłem napisać o grach komputerowych! No, na razie o jednej pozycji, ale może niedługo się rozkręcę! Mieliśmy tu już wielkie, klasyczne tytuły, jak również gry niszowe – moja propozycja będzie raczej z gatunku tych drugich, choć na pewno nie jest to gra nieznana. The Swapper stworzony został przez niezależne studio z Finlandii, nie jest to jednak jakaś indie – lichota z dużymi pikselami, grająca na sentymentach do starych gierek i komputerów, tylko solidnie wykonana i (co ważne!) przemyślana produkcja, od której trudno się oderwać!

Witamy na Station 7

2015-10-01_00005 2015-10-01_00008

Historia zaczyna się w momencie, gdy nasz bohater wbrew swojej woli jest wystrzelony w niewielkiej rakiecie ze stacji kosmicznej, której odkrywczą nazwę macie powyżej. Czy to wypadek, czy celowa próba pozbycia się naszego protagonisty – póki co nie wiadomo. Lądujemy na planecie Chori V, wokół której orbitowała stacja i znajdujemy tam dziwaczne, niewielkie urządzenie. Pozwala ono na tworzenie do 4 klonów/projekcji własnej osoby oraz na przesyłanie własnego umysłu i osobowości do nich. Taka błyskawiczna przesiadka z jednego ciała do drugiego. Wytworzone przez nas byty wykonują dokładnie to samo co my, czyli poruszają się w tym samym kierunku, obracają się tak samo czy podskakują w tym samym momencie.

I to właśnie całe „mięso” rozgrywki, na sucho jest to bowiem gra logiczna, w której wchodzimy do pokoju i musimy rozgryźć jak za pomocą naszych świeżo utworzonych „pomocników” rozwikłać zagadkę i zdobyć „Orby” potrzebne do odblokowania kolejnych lokacji. Czyli wciskamy jakiś przełącznik, który otworzy nam jedne drzwi i odsłoni kolejny mechanizm, gdzie posyłamy kolejnego klona – iii… zaczynamy kombinować, bo nasze bezwolne twory poruszając się jak my zaczynają spadać w przepaść lub leźć nie tam gdzie tego sobie życzymy! Trzeba zatem sprytnie wymyślić gdzie kogo poustawiać i kiedy „zamieniać się” ze swoimi ciałami umysłem.

Łamigłówki są z początku banalnie proste, z czasem stopień trudności rośnie, nie jest to jednak poziom przyprawiający o ból głowy, choć ich rozwiązywanie daje sporą frajdę. Są może ze 2-3 zagadki będące prawdziwym wyzwaniem, przy których można trochę utknąć, ale są one jak najbardziej do rozgryzienia, nie musimy zresztą rozwiązywać wszystkich zadań by ukończyć grę.

Logika zamiany

2015-09-30_00002 2015-09-30_00003 2015-09-30_000042015-09-30_00010

Brzmi niezbyt zachęcająco, nie? Kolejna nudna gra logiczna, na co to komu? Aaa widzicie, nie dość że nie nudna (bo rozwiązywanie zagadek autentycznie wciąga) to jeszcze opatrzona ciekawą formą oraz doprawiona niebanalną fabułą. Stopniowo poznajemy historię stacji oraz losy jej załogi, a także poznajemy tajemnicę dziwnych skał, które zbierano z powierzchni Chori V. Opowiedziana historia jest całkiem ciekawa i nawiązuje do paru klasyków science ficton. Możemy się nawet dopatrzeć kilku filozoficznych przemyśleń (to tak jakby komuś było mało myślenia podczas rozwiązywania zagadek), głównie na temat istnienia duszy, a także odnośnie etyki badań naukowych oraz… No to już musicie się sami przekonać!

Ciemność! Widzę ciemność!

2015-10-01_00002 2015-10-01_00007 2015-10-01_00009 2015-10-01_00010

Wielkim atutem gry jest jej oprawa dźwiękowa, której autorem jest Carlo Castellano. Muzyka to krótkie elektroniczno-fortepianowe formy, leciutko (naprawdę bardzo leciutko!) ambientowe, doskonale podkreślające samotność i zagubienie naszego bohatera. Brzmienia są zimne i ciemne, nie dziwota – gra w końcu powstała w Finlandii (no i dzieje się gdzieś w kosmosie!). Oprawa graficzna jest nie mniej ciekawa, zwłaszcza na uznanie zasługują tła – wykonano je ręcznie z gliny i przekształcono na postać cyfrową. Atmosfera jak na grę logiczną jest rewelacyjna, polecam koniecznie grać po zmroku! Jedynie animacja postaci moim zdaniem trochę kuleje, ale to drobny mankament. Niektórym nie odpowiadać też będzie rozmywający się obraz, choć niewątpliwie jest to celowy zabieg twórców. Na screenach wygląda to mało zachęcająco, w trakcie gry prezentuje się znacznie lepiej!

The Swapper polecam absolutnie każdemu, zwłaszcza że można go często dostać za dosłownie grosze. Powinna pójść na niemal każdym komputerze PC, wymagania sprzętowe nie są wysokie. Dostępna też na PS3, PS4 oraz Xbox One, ale tutaj nie wiem jak cenowo to wygląda. Gra może nie jest za długa, ukończenie jej to około 6-8 godzin, ale zdecydowanie warto! Polecam, zwłaszcza jak ktoś lubi kosmiczne, dołujące klimaty!