Archiwa tagu: Szarlota Pawel

Kolorowa rzeczywistość

Maciej Jasiński, znany w polskim komiksowie scenarzysta ale i badacz (m. in. pozycja o Jerzym Wróblewskim) przygotował dla czytelników i miłośników „dymków” nie lada gratkę. Wyprodukował książkę dotyczącą obrazu PRL w polskim komiksie i nie waham się napisać, że jest to iście naukowa analiza. A przy okazji na pewno dawała dużo przyjemności 😉

Czytaj dalej

65. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

Na ostatnim przed wakacyjną przerwą spotkaniu zajęliśmy się klasykami polskiego komiksu. Ten temat gdzieś się już przewijał podczas naszych spotkań ale raczej pojedynczo czy wzmiankowo niż całościowo. Trudno zresztą rozmawiać (w różnych kontekstach) bez przywoływania co najmniej jednego z nazwisk, które uformowało czy nakierunkowało polski komiks. Nasi klasycy działali w trudnej epoce. Niektórzy z nich jeszcze żyją i tworzą. Inni niestety odeszli już do krainy wiecznego dymka…

Twórczość klasyków jest ostatnio wznawiana i bardzo dobrze ponieważ młodzi mogą zobaczyć jak „drzewiej” się rysowało 😉 a może nawet się zainteresują a w przyszłości ich dzieci? Kto to wie. Wiadomo, że spora część twórczości klasyków się zestarzała – głównie ze względu na daniny składane bożkowi cenzurze. Zmieniły się również realia polityczne, a co za tym idzie i kulturowe, stąd komiksy mogą być nieczytelne. Ale z małą pomocą uświadomionych (niekoniecznie z przypisami) mogą stanowić niezłe źródło historyczne 😉 Inne, bardziej uniwersalne czy abstrakcyjne praktycznie są nadal skarbnicą humoru i pozytywnych wartości. Polch, Baranowski, Christa, Chmielewski, Wróblewski, Rosiński i Pawel są w kanonie. A dlaczego? Warto sprawdzić samemu! Dobre bo polskie!

Opinia Pawła:

„Te nazwiska zna chyba każdy interesujący się komiksami urodzony w latach 80′ i wcześniej. Fala wznowień tych komiksów to na pewno rezultat sentymentu oraz potrzeby zastąpienia zniszczonych egzemplarzy (jakość papieru byłą wtedy straszna!). Mam jednak nadzieję, że komiksy naszych mistrzów trafiają też do młodszego pokolenia. Są to często po prostu znakomite komiksy, a do tego pewne odzwierciedlenie czasów w których powstały.”

Szalony wynalazca

Egmont uszczęśliwił miłośników starszych komiksów nową pozycją z Kleksem czyli Jonki wracają. Na marginesie – jeśli ktoś ma gdzieś w piwnicy numery „Świata Młodych” – niech odkurza i wystawia na aukcje albo… trzyma dalej 😉 Od ładnych paru lat ramole tacy jak ja są zadowoleni, ponieważ co rusz pojawiają się rzeczy wydawane jeszcze w PRL-u i czytane za malca (wznowienia i nowe przygody poskładane z pasków). Krótko pisząc: sentymentalna komiksowa jazda bez trzymanki. Oby tak dalej! Czytaj dalej

Życie po apokalipsie – wywiad z Dominiką Węcławek

Fabryczna Zona powraca 😉 Dosłownie i w przenośni. W dodatku, ciągle wychodzą nowe pozycje (już po debiucie S. Nieściura). Jednym słowem – warto śledzić sytuację na bieżąco i zapoznać się czytając, szczególnie polskich autorów. A wśród polskich autorów jest Dominika Węcławek. I właśnie jej zadałem kilka pytań. A Dominika jest człekiem renesansu. Nie ma sensu wymieniać, gdzie pisała i czym się zajmowała (możecie wyguglać) – pewne jest to, że jej działalność jest godna szacunku, zarówno z punktu widzenia fana fantastyki, komiksów jak i muzyki…Ale, ale, co będę się rozpisywał 🙂 sprawdzicie sami.

Zazwyczaj pisarze wspominają, że ich akt twórczy jest niczym deszcz. Od kropelki do ulewy albo na odwrót a u ciebie?

Jak mówią słowa piosenki, deszcze są niespokojne, ponieważ na co dzień pracuję ze słowem i jako dziennikarz piszę dużo, muszę być zdyscyplinowana. Deszcz nie deszcz, mżawka, czy posucha, należy umieć zebrać myśli i ubrać je w słowa. Jeśli jest z tym kłopot, mam swoje sposoby. Problem z pisaniem książki jest inny – póki co tworzenie literatury jest moim hobby, które muszę odkładać na czas “przed” lub “po” pracy. Ponieważ ten czas dzielę jeszcze przez trzy, bo przecież jestem na tyle szalona, by wychowywać dzieci i prowadzić dom, wreszcie też sypiam nieco więcej, niż dwa lata temu, niekiedy muszę trzymać w ryzach swój literacki deszcz. Wychodzi więc na to, że mam niekiedy w głowie prawdziwe cumulusy gotowe tylko do wypuszczenia, ale muszę je ugłaskiwać czekając na właściwy moment. Kiedy jednak już siadam do pisania, po prostu płynę. Zanim jednak dopisuję kolejne strony, mam zwyczaj wracać do tego, co już jest napisane. I tu się zaczyna zabawa…

Czytaj dalej