O sztuce przekładu i życiorysach jak gotowe scenariusze filmowe, czyli spotkanie z Andrzejem Sznajdrem
O sztuce przekładu i życiorysach jak gotowe scenariusze filmowe, czyli spotkanie z Andrzejem Sznajdrem
O SZTUCE PRZEKŁADU I ŻYCIORYSACH JAK GOTOWE SCENARIUSZE FILMOWE, CZYLI SPOTKANIE Z ANDRZEJEM SZNAJDREM
Co może połączyć dwie osoby,
których życie dzieliło ponad pięćset lat? Oczywiście, literatura.
11 czerwca 2026 roku w Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu na to
pytanie odpowiadał Andrzej Sznajder. Germanista, dziennikarz, eseista, pisarz i
tłumacz jest kolejnym łącznikiem pomiędzy Jadwigą Andegaweńską i Franzem
Theodorem Csokorem.
I jeszcze Sieradz, bo i miasto odegrało swoją niebagatelną rolę w tej historii. To właśnie tu w 1383 roku na zjeździe szlachta zdecydowała, że Jadwiga Andegaweńska zostanie królem Polski. Nie ona pierwotnie miała zasiąść na polskim tronie, a jej starsza siostra. Katarzyna jednak zmarła, a kolejna w kolejce do tronu, Maria, nie była brana pod uwagę. Problemem było to, że została zaręczona z Zygmuntem Luksemburskim, który był wrogo nastawiony do Polski. I właśnie dlatego, Jadwiga, której nie przygotowywano do panowania, otrzymała polską koronę. Tu jednak również był problem z narzeczonym, Jadwiga była bowiem zaręczona z Wilhelmem Habsburgiem… Była też w nim zakochana, ale nikogo nie interesowały uczucia młodej dziewczyny, gdy w grę wchodziły sprawy dynastii i wielka polityka.
Historia Jadwigi próbującej uciec z Wawelu, by dołączyć do narzeczonego i ostatecznie – poddanie się woli polskiej szlachty i ślub z Władysławem Jagiełłą, pięćset lat później zafascynowały austriackiego dramaturga Franza Theodora Csokora. Zafascynowały do tego stopnia, że napisał dramat opisujący tamte wydarzenia, czy może jednak jego wyobrażenia o tym, co się wówczas wydarzyło.
Skąd w tej historii austriacki dramaturg? Andrzej Sznajder opowiadał o tym, jak odkrywał jego losy, które opisał w wydanej w 2020 roku książce „Polskimi śladami Franciszka Teodora Csokora”. A to gotowy scenariusz filmu sensacyjnego. Pisarz był bowiem świadkiem najpiękniejszych i najgorszych wydarzeń XX wieku. W 1918 roku, jako oficer armii Cesarstwa Austro-Węgierskiego, obserwował odzyskanie przez Polskę niepodległości. Opisał moment, kiedy na ulicach pojawiły się biało-czerwone flagi z białym orłem, jak rozbrzmiewał Mazurek Dąbrowskiego. Dla młodego Austriaka był to moment, w którym rozpadał się znany świat, ale rozumiał uczucia Polaków odzyskujących wolność. W 1938 roku Polska była bezpieczną przystanią po tym, jak Niemcy przyłączyli Austrię do Rzeszy. Csokor był przeciwnikiem nazistów, więc dzięki pomocy polskiego dyplomaty Jana Gawrońskiego udało mu się uciec. W Polsce przyjaźnił się z najwybitniejszymi pisarzami, między innymi Jarosławem Iwaszkiewiczem, Janem Parandowskim, Ludwikiem Hieronimem hrabią Morstinem, Zofią Nałkowską, Marią Kuncewiczową, Marią Pawlikowską-Jasnorzewską i wieloma innymi.
I właśnie wtedy, kiedy znalazł w Polsce bezpieczne schronienie, powróciła fascynacja królową Jadwigą. W 1938 roku napisał więc dramat w trzech aktach i dziewięciu obrazach „Jadwiga”. Na polski przełożył go Ludwik Goryński. Csokor podpisał umowę na ekranizację sztuki, pierwszą ratę honorarium miał otrzymać… 1 września 1939 roku. Kolejny raz historia zmieniła losy austriackiego dramaturga i ponownie w ucieczce z Polski pomógł mu Jan Gawroński. Csokor uciekał przed wojną, ale wciąż go doganiała – najpierw w Rumunii, później w Jugosławii, aż trafił do Włoch, gdzie doczekał jej końca.
Wrócił do ukochanego Wiednia, współtworzył życie kulturalne, został prezesem austriackiego PEN Clubu i wytrwale promował polskich twórców, jak choćby Zbigniewa Herberta. Wśród jego powojennych przyjaciół był między innymi Roman Barndstaetter, którego prosił o pomoc w odnalezieniu tłumaczenia „Jadwigi”. Nie udało się, tekst zaginął i pamięć o sztuce także zaginęłaby, gdyby nie sieradzanin Andrzej Sznajder.
Pan Andrzej, na prośbę proboszcza Katedry Wawelskiej, przetłumaczył „Jadwigę”, choć było to trudne zadanie.
- Csokor posługiwał się licencia poetica, zmieniał kolejność wydarzeń, stylizował język na średniowieczny według własnej fantazji, dlatego tłumaczenie było tak trudne. – opowiadał podczas spotkania w bibliotece. – Konsultowałem się z germanistami, polonistami i mediewistami. Trzeba było również postarać się o zgodę właścicieli praw autorskich. Spadkobierczyni, wnuczka siostry Csokora pani Irmgard Broz-Rieder chętnie wyraziła zgodę na przekład.
Ten ogromny trud włożony w załatwianie formalności, tłumaczenie i opatrzenie posłowiem zaowocował w 2025 roku. Książka ukazała się pod egidą Uniwersytetu Wrocławskiego nakładem Oficyny Wydawniczej ATUT. Tekst sztuki poprzedza wstęp autorstwa ks. Jacka Urbana, kanonika krakowskiej kapituły katedralnej i jej dziekana, profesora nauk humanistycznych.